Więc bez pamięci na łoże padłem,

Chłód mię przejmuje, gorączka pali —

To zda się walczę z jakiemś widziadłem,

To widzę matkę Zosi surową,

To mię mój ojciec przeklina marnie,

To zważam każde kochanki słowo,

A w każdem słowie nowe męczarnie.

W takich torturach duszy i ciała

Chciałem gdzie uciec, lecz się nie dźwignę, —

Na koniec jutrznia gdy zaświtała,