Straszny dziad jakiś stanął tuż przede mną,

Wielkiego wzrostu i w odzieniu z blachy;

A krew mu ciekła po twarzy i brodzie,

A kiedy jęknie, to aż w serce bodzie.

Tchnie groźbą cała postać tajemnicza;

I skinął ręką przed oczami memi

Na nasze grunta i na dwór Brochwicza,

Redde quod debes — wyjęknął spod ziemi.

A jam bez duchu uciekał po błoni,

A tutaj zda się, że dziad za mną goni.