Wbiegłem do domu o samej północy,
Krew lodem krzepnie, to żarem się pali,
Padłem jak martwy na łoże niemocy
I nie pamiętam, co już było dalej;
Tylko w gorączce ani chwili nié ma,
Aby mi starzec nie stał przed oczyma»
— «No dosyć tego — rzekł mi ojciec smutno —
Zapomnij widma, bo ci to niezdrowo».
Ale widziałem, że zbledniał99 jak płótno,
Wzniósł w górę oczy, a kiwając głową,