W kije i w rydle uzbrajam chłopy,

I w dziesięć koni na pole jadę,

Tam gdzie graniczne stały okopy.

Nuż burzyć kopce, przenosić wiechy

Na grunt sąsiada z pracą, z mozołem,

Boże mój, Boże! odpuść mi grzechy,

Za morg zabrany — dziesięć odjąłem;

I nowe kopce (piekielna rada!)

Tuż się przymknęły pod dwór sąsiada.

Nazajutrz tedy o rannym świcie