A w drugiem czółnie starem i popsutem wielce

Jechał sam wojewoda, wyżeł i dwa strzelce.

Wpływam na głębinę, — wtem... zawietrzył w stronę

Wyżeł, psisko niekarne, a wielce pieszczone,

Obaczył sto kaczek — więc bestyja skora,

Machnął tylko kosmykiem... i buch do jeziora!...

Stara łódź się pochysta, już żłopnęła wody,

Tonie... gwałtu! ratujcie! nie masz wojewody!

Jeno kędyś pluchocą w rozhulanej fali

I on sam, i myśliwcy, którzy z nim jechali, —