A niebo w złocie, w różach, w błękicie,

Ziemia w zieloność strojna wesołą,

A człowiek wtedy patrząc wokoło,

Stałby jak wryty przez całe życie,

Z pacierzem w duszy, łzami zalany,

Ani by sobie przypomniał kiedy,

Że gdzieś jest ziemia i ziemskie biedy,

Że on nic więcej — zlepek gliniany.

Hej, do domu! czas już pewnie.

Konie syte nocną paszą, —