«Ej! Chciałbym spocząć we schronieniu świętém!

Miałem już dzwonić, lecz męstwa nie stało,

Człowiek w łachmanach nie chce być natrętem.

Wasz klasztor szczupły, jako z wierzchu baczę,

Och dobry księże! nieśmiałość mię bierze,

Gdzie by tam miejsce na szmaty żebracze?

Gdzie by tam waszę objadać wieczerzę?» —

Ksiądz się ofuknął i podnosząc ręce

«Boże! — zawołał — co ten człowiek plecie?

Myż trynitarze, wykupując jeńce,