jednako szarpie wiatr i burza

i nowym panom czyścisz buty

i znów przy drzwiczkach: klucz u stróża.

Widziałem wczoraj na ulicy

widok, którego mi nie wydrzesz:

pijana gęba, tak szczęśliwa,

że się kolebie w mojej wydrze.

Wygrałeś wojnę, mój Wiśniewski,

nawet nie myślisz już o jutrze —

jak ci się chodzi — wlany chamie,