i patrzę... żarłocznie patrzę...

i kradnę zgaszoną Warszawę,

szumy i gwizdy dalekie,

zarysy domów i ulic,

kikuty wieżyc kalekie...

Kradnę sylwetkę Ratusza,

u stóp mam plac Teatralny,

pozwala księżyc Wachmeister1

na szmugiel2 sentymentalny...

Wbijają się oczy żarłocznie,