Taki sam stosunek sprzeczności zachodzi między każdym sądem ogólnym przeczącym a szczegółowym twierdzącym. Na przykład: jeżeli prawdą jest, że żaden uczeń pewnej klasy nie był pewnego dnia w szkole, to musi być fałszem to, jakoby niektórzy uczniowie byli tego dnia w szkole. I zarazem jeżeli to nieprawda, że wtedy żadnego ucznia nie było w szkole, to oczywiście prawdą jest, że niektórzy wtedy tam byli. Oba sądy tej postaci nie mogą być zarazem fałszywe i nie mogą być zarazem prawdziwe. Jeden z nich musi być fałszem, a drugi prawdą. To wiemy na pewno, choć nieraz nie wiemy, który z nich jest prawdą, a który fałszem. Gdy dwóch ludzi żywi takiego rodzaju dwa przekonania, nie może nikt przyjść i powiedzieć słusznie: „Macie obaj rację”, ani też: „Mylicie się obaj”. Chyba że zachodzi jakieś nieporozumienie i każdy z dwóch spierających się inaczej rozumie jeden i ten sam wyraz, którym się obaj posługują. Wtedy nie zachodzi między nimi sprzeczność, tylko pozory sprzeczności.
Kto mówi lub pisze, że „po pewnym widowisku wszyscy poszli do domu, a kilka osób jeszcze zostało na miejscu”, ten mówi źle. Widocznie zapomniał, że w pierwszym zdaniu wysłał do domu wszystkich. Jeżeli to prawda, to nie jest prawdą, że niektórzy nie poszli do domu, tylko zostali na miejscu. Trzeba zawsze uważać i pamiętać, co się myślało przed chwilą, żeby się nasze myśli nie sprzeczały.
Inny stosunek logiczny zachodzi między dwoma sądami ogólnymi, z których jeden jest twierdzący, a drugi przeczący. Np. jeden nauczyciel mógłby twierdzić, że wszyscy uczniowie pewnej klasy są pilni, a drugi, że żaden uczeń tej klasy nie jest pilny. Między takimi dwoma sądami zachodzi stosunek przeciwieństwa, a nie stosunek sprzeczności. Dlatego, że takie dwa sądy, choć nie mogą być zarazem prawdziwe, to jednak mogą być oba mylne. I tak najczęściej bywa. Wtedy mianowicie, gdy niektórzy uczniowie są pilni, a niektórzy nie są pilni. Między dwoma sądami naprawdę sprzecznymi nie było trzeciej możliwości. Między sądami przeciwnymi może się znaleźć coś trzeciego, co się pokaże prawdą, gdyby się one oba okazały mylne. Taki sam stosunek zachodzi np. między sądem: „ten stół jest dębowy” i drugim: „ten stół jest sosnowy”. Oba takie sądy mogą być mylne, jeżeli dany stół jest np. orzechowy.
Zdarzają się czasem pozory przeciwieństwa między sądami, podczas gdy naprawdę zachodzi tylko nieporozumienie między tymi, którzy się niepotrzebnie spierają. Tak np. pierwszy z tych dwóch nauczycieli, którzy się spierali przed chwilą o pilność uczniów pewnej klasy, mógł mieć na myśli ich pilność w zakresie swojego przedmiotu, np. w geografii, a drugi myślał o swoim przedmiocie i może też słusznie twierdził, że żaden z tych uczniów nie jest pilny, ale w rachunkach. Wtedy sądy ich obu mogły być prawdziwe, ale to nie były sądy przeciwne, tylko ich powiedzenia były przeciwne i stwarzały pozory przeciwieństwa między sądami. A gdy chodzi o stoły, to też ktoś jeden mógł myśleć o samej powierzchni blatu stołowego, kiedy mówił wyrazy „stół dębowy”, a drugi brał wtedy pod uwagę i blat, i nogi. Wtedy ich powiedzenia były przeciwne, ale między ich sądami nie było przeciwieństwa. Mogły być oba prawdziwe. Stół mógł mieć na powierzchni fornir dębowy, a całą konstrukcję sosnową. Wypadało się porozumieć co do znaczenia wyrazów albo od razu mówić wyraźniej.
Między dwoma sądami może zachodzić jeszcze inny stosunek logiczny. A mianowicie wtedy, gdy prawdziwość pierwszego sądu pociąga za sobą prawdziwość drugiego, a fałszywość drugiego pociąga za sobą fałsz pierwszego, ale nie na odwrót. To jest stosunek wynikania. Pierwszy z takich dwóch sądów nazywa się racją, a drugi następstwem. Na przykład: 1) „ktoś kupił wczoraj i zapłacił cetnar4 drzewa”, więc: 2) „miał przy sobie pieniądze”. Tu widać, że jeżeli ktoś naprawdę kupił ten cetnar i zapłacił, to musiał mieć pieniądze, i to, że jeżeli nieprawdą jest, jakoby miał pieniądze, to nieprawdą musi być, że coś kupił i zapłacił. Ale nie na odwrót. Bo jeżeli jest prawdą, że pieniądze miał, to jeszcze nie musi być prawdą, że coś kupował i płacił. I to też widać, że jeśli nie jest prawdą, iż kupił i zapłacił, to nie musi być zaraz fałszem to, jakoby miał pieniądze. Mógł je przecież mieć, a nic nie kupować i nic nie płacić.
Taki sam stosunek zachodzi pomiędzy jakimkolwiek sądem ogólnym i szczegółowym o tych samych rzeczach. Np.: 1) „wszystkie zwierzęta oddychają” i 2) „przynajmniej niektóre zwierzęta oddychają”. Tu widać, iż z prawdziwości pierwszego sądu wynika prawdziwość drugiego, a to też, że gdyby fałszywy był sąd drugi, to musiałby być fałszywy pierwszy. Ten pierwszy uważamy za prawdziwy, ale nie dlatego tylko, że jest prawdziwy ten drugi. I gdyby nieprawdą było, że wszystkie zwierzęta oddychają, mogłoby nie być fałszem to, że tak robią przynajmniej niektóre. Bo na przykład prawdą jest, że niektóre zwierzęta latają, a z tego wcale nie wynika, żeby latały wszystkie, i to ostatnie nie jest prawdą.
Podobnie ma się rzecz z sądami przeczącymi ogólnym i szczegółowym. Jeżeli żaden przedmiot pewnego rodzaju nie ma pewnej cechy, to oczywiście i niektóre przedmioty tego rodzaju nie mogą tej cechy posiadać. I z tego, że jakiejś cechy nie posiadają niektóre przedmioty pewnego rodzaju, nie wynika wcale, żeby jej nie posiadały wszystkie. Tak już jest. Sąd ogólny o jakimś rodzaju przedmiotów jest racją dla sądu szczegółowego o tym samym rodzaju rzeczy, a sąd szczegółowy o nich jest następstwem sądu ogólnego. Dlatego, kto dobrze uważa i pamięta, nie zaprzecza w szczególności temu, na co się zgodził w ogólności. Co innego, gdy stwierdzamy jakieś wyjątki od reguły lub zasady ogólnej. Wtedy mówimy np., że jutro oddajemy do prania wszystką bieliznę z wyjątkiem tych rzeczy, które leżą w szafie na półkach. Albo że w wojsku służyć muszą wszyscy z wyjątkiem tych, których władze wojskowe uznają za niezdolnych. W takich razach myślimy nie o wszystkich przedmiotach pewnego rodzaju, tylko o wszystkich z wyjątkami. A to jest coś innego niż „wszyscy bez wyjątku”. W mowie potocznej nie zawsze na to uważamy. Tak się może trafiło i temu, który mówił, że po widowisku wszyscy poszli do domu, a niektórzy zostali jeszcze. Być może, miał na myśli „wszystkich z wyjątkami”, a nie „wszystkich w znaczeniu ścisłym”. Trudno ręczyć za to, co ma na myśli ktoś, kto się wyraża nieściśle.
Rozumowanie
Wymieniliśmy kilka rodzajów sądów zostających w związku logicznym i wiemy, że prawdziwość jednego sądu zależy nieraz od prawdziwości lub fałszywości sądów innych, a tak samo fałszywość jednych sądów pociąga za sobą nieuchronnie fałszywość lub prawdziwość sądów innych. Jeden łatwiej potrafi dostrzec związek logiczny między dwoma rodzajami sądów, a drugi mniej łatwo, bo albo nie uważa, albo zapomina o sądzie pierwszym, kiedy wydaje sąd drugi. Ale kto uważa i pamięta, ten nie wydaje sądów sprzecznych ani przeciwnych sobie i jeżeli wydał jeden sąd z takich dwóch, to już dzięki temu wystrzega się drugiego z nich, bo go z góry uważa za fałszywy. I jeżeli uznał za prawdę jakąś rację, to uznaje za prawdę i jej następstwo, a jeżeli widzi, że z pewnego sądu wynika fałszywe następstwo, to jest pewny, że i ten sąd musiał być fałszywy. Nigdy nie mówi: „Pan ma słuszność, ale ja się z panem nie zgadzam”, bo to jedno zaprzecza drugiemu. Chyba żeby jeden sąd uważał za słuszny, a nie zgadzał się na jakiś inny.
U każdego, kto uważa i dobrze pamięta, zjawia się przy wydawaniu jakiegokolwiek sądu na serio lub „na niby” gotowość do wydawania sądów będących następstwami sądu wydawanego i do odrzucania, do zaprzeczania sądom, które by były z sądem wydawanym sprzeczne. Możemy to wyrazić krótko, mówiąc, że sądy i supozycje człowieka przytomnego w całej pełni posiadają tendencję5 logiczną. „Przytomnym być” to tyle, co „uważać i pamiętać”. Kiedy jesteśmy roztargnieni albo zasypiamy powoli, wtedy zanikają tendencje logiczne naszych sądów i znosimy spokojnie, gdy ktoś mówi lub czyta zdania sprzeczne, nie dostrzegamy związków logicznych, mylimy się i plączemy w rachunkach. Przytomność ma różne stopnie. Dlatego mówimy tu o człowieku przytomnym w całej pełni. Przytomność obniża się przy wielkim zmęczeniu, wyczerpaniu, wzburzeniu, w gorączce, w chorobach psychicznych, pod wpływem trucizn, jak np. alkoholu. Trudno samemu rozstrzygać o tym w danej chwili, czy jesteśmy przytomni w całej pełni, czy nie bardzo. Łatwiej ktoś drugi potrafi to zauważyć, kiedy się nam język zaczyna plątać, albo nas coś przebudzi i do przytomności doprowadzi, choćby na chwilę. Dopiero w przypomnieniu nieraz dostrzegamy, żeśmy nie chwytali związków w tekście czytanym wczoraj do poduszki albo w monotonnym opowiadaniu przydługim, w którym się opowiadający zacinał i plątał, i cedził.