Otóż dostrzegać związek logiczny między dwoma sądami i dzięki temu uważać za prawdziwy lub za fałszywy sąd drugi, skoro się wydało lub zrozumiało sąd inny — to znaczy tyle, co rozumować. Rozumuje każdy, kto dostrzega, co z danego sądu wynika i na czym się dany sąd opiera. Dostrzegać następstwo danego sądu i wysnuwać je, to znaczy wnioskować. A dostrzegać rację pewnego sądu i na niej prawdziwość danego sądu opierać — znaczy dowodzić lub tłumaczyć. Kto wnioskuje, ten mówi: „a więc”. Kto dowodzi lub tłumaczy zjawiska, ten mówi: „ponieważ” lub: „dlatego że”. Czasem ktoś mówi: „znakiem tego, że”. Ale to zwrot niewłaściwy, bo nie wiadomo, o co w nim chodzi. Czy o to, że coś jest skutkiem czy objawem, czy znakiem, czy następstwem czegoś innego, czy też chodzi jeszcze o inne rzeczy. We wnioskowaniu sąd będący racją nazywa się przesłanką, a ten, który jest następstwem, nazywa się wnioskiem. Wzywamy kogoś do wnioskowania słowami: „I co z tego wynika?”. W dowodzeniu następstwo nazywa się tezą, a racja nazywa się argumentem. W tłumaczeniu zjawisk racja to hipoteza. Pytamy o argumenty, mówiąc: „Z czegóż to wynika?” lub: „Na czym się to twierdzenie opiera?”. O hipotezy pytamy: „Czemu tak jest?”, „Czym się to tłumaczy?”. Wiemy już, że człowiek uważny zgadza się na wniosek, jeżeli się zgodził na przesłanki i jeżeli sądy, które rozpatruje, zostają naprawdę w stosunku wynikania. I to wiemy, że gdy ktoś stawia pewną tezę i próbuje jej dowodzić, to każdy uważny człowiek o dobrej pamięci będzie musiał uznać słuszność jego tezy, jeśli podane argumenty będą prawdziwe i jeśli teza z nich naprawdę wynika. Jeżeli by teza była prawdziwa, nie świadczy to jeszcze o prawdziwości argumentów, na których ją ktoś opiera. Choćby nawet zachodził związek wynikania między nią a argumentem. Niejeden opiera prawdziwą tezę na fałszywym argumencie. Zauważył np. w pociągu kilku Duńczyków brunetów i potem próbuje dowodzić, że dlatego 2) niektórzy Duńczycy są brunetami, ponieważ 1) wszyscy Duńczycy mają czarne włosy. A to jest jaskrawa nieprawda. Tutaj sąd ogólny był racją dla sądu szczegółowego, ale był fałszywy. Nasz podróżny popełnił w swym dowodzeniu błąd rzeczowy. Nie popełnił błędu formalnego. Byłby popełnił błąd formalny, gdyby był dowodził, na przykład, w ten sposób: „Ci tutaj są brunetami, ponieważ tamci, spotkani przed chwilą, byli blondynami”. Tu brakłoby związku logicznego między jego dwoma sądami i on nie umiałby rozumnie odpowiedzieć na pytanie: „Co ma jedno do drugiego?”.
Ktokolwiek podaje jako argument twierdzenie, które nie może być racją dla danego sądu, ten popełnia błąd formalny. Tak samo kto jako wniosek wysnuwa sąd, który nie może wynikać z jego przesłanki. Zawsze błąd formalny polega na mylnym dostrzeżeniu związku logicznego tam, gdzie go wcale nie ma, albo na przeoczeniu związku logicznego tam, gdzie on naprawdę zachodzi. Błąd rzeczowy to po prostu sąd mylny o przedmiocie, o którym się mówi. Rozumowanie może być błędne rzeczowo, a poprawne formalnie i może być wolne od błędu rzeczowego, a zawierać błąd formalny. Może być w końcu błędne i rzeczowo, i formalnie. Wszystkie trzy rodzaje błędów zdarzają się tym, którzy nie potrafią dobrze uważać i nie pamiętają swoich i cudzych myśli poprzednich.
Rozumowanie pośrednie
Nie każdy nasz sąd wymaga racji, jeżeli mamy go uznać za prawdziwy. Są takie sądy, których prawdziwość narzuca się nieodparcie każdemu, kto tylko dany sąd zrozumie. Takie sądy nazywają się bezpośrednio oczywiste. Na przykład: „Dwie ilości, z których każda jest równa tej samej ilości trzeciej, są między sobą równe”. Albo: „Żaden przedmiot nie posiada cech, które się wykluczają”. Albo: „Co się stało, to się nie odstanie”. Albo: „Co dotyczy każdego z osobna, to dotyczy i niektórych”. Tego rodzaju sądy wydajemy bez obawy pomyłki i to słuszne, bo to już tak jest naprawdę. Takich sądów bezpośrednio oczywistych nie ma dużo, ale nie podobna ich wszystkich wyliczyć i porachować. Tym bardziej, jeżeli do sądów bezpośrednio oczywistych zaliczymy sądy dotyczące treści wrażeń doznawanych w danej chwili, jak np.: „czuję teraz zimno, widzę kolor czerwony, słyszę głos jakiś” itp. Ale ten rodzaj sądów bywa też i mylny; wiemy o złudzeniach zmysłowych i to wiemy, że nieraz trudno jest ująć i nazwać to, czego doznajemy. Które sądy i jakiego rodzaju są oczywiste i pewne, a które nie są pewne, a więc którym przeczyć nie można i nie należy, a o których wątpić można, tym zajmuje się teoria poznania6. My tutaj stwierdzamy tylko, że oprócz sądów oczywistych są liczne sądy nieoczywiste, czyli takie, które się nam nie narzucają same przez się, a uważamy je za prawdziwe dlatego, że są następstwami logicznymi, czyli wynikają z innych sądów, które już uważamy za niewątpliwie prawdziwe. Wykazywać, że jakiś sąd jest logicznym następstwem innego sądu prawdziwego, znaczy: uzasadniać dany sąd. Inaczej to samo: podawać dla niego niewątpliwą rację.
Jeżeli rację jakiegoś sądu stanowi jeden tylko sąd inny, wtedy mówimy, że dany sąd wynika bezpośrednio z tego innego, i takie rozumowanie nazywamy bezpośrednim. Jeżeli zaś dany sąd nieoczywisty wymaga do swego uzasadnienia dwóch sądów albo więcej, mówimy o rozumowaniu pośrednim. Nauka logiki podaje liczne wzory rozumowania pośredniego. My się tym nie będziemy zajmowali, poprzestaniemy na przykładzie najprostszym.
Wiemy, że: 1) wszystkie zwierzęta żyjące stale pod wodą oddychają skrzelami. I wiemy, że: 2) raki żyją stale pod wodą. Pytamy się, co z tych dwóch przesłanek wynika? Wynika z koniecznością wniosek, że raki oddychają skrzelami. Było to rozumowanie pośrednie, bo wniosek opierał się na dwóch przesłankach. Było to też rozumowanie dedukcyjne7, bośmy w nim pewną znaną ogólną regułę stosowali do pewnej grupy przedmiotów.
A bywa i na odwrót. Naprzód czynimy szereg spostrzeżeń jednostkowych na jakimś rodzaju przedmiotów, a potem pytamy się, czym się te spostrzeżenia tłumaczą, to znaczy: jaki sąd ogólny mógłby być wspólną racją dla sądów zawartych w naszych licznych spostrzeżeniach. Szukamy takiego sądu i jeżeli się nam jakiś sąd wydaje dobry do tego celu, przyjmujemy go na razie jako hipotezę, mającą poczynione spostrzeżenia tłumaczyć. Nie możemy jej być pewni, bo świata nie znamy dostatecznie, więc musimy czynić spostrzeżenia dalej i czekać, czy się nie zdarzy jakieś spostrzeżenie, które będzie z daną hipotezą sprzeczne. Gdyby się takie spostrzeżenie trafiło, odrzucamy dotychczasową hipotezę, a oglądamy się za inną, lepszą, bo zgodną z nowym i starymi spostrzeżeniami. Tak np. w dawnych wiekach ludzie spostrzegali, że jakkolwiekby ktoś daleko pojechał, zawsze, stojąc pod gołym niebem, widzi najbliższą sobie okolicę jako okrągłą tarczę pod kopułą nieba, a na tej tarczy góry, doliny, rzeki i jeziora. I nigdy nie można dojechać do obwodu tej tarczy. Więc pytali się, czemu to tak wygląda wszędzie i czym się to tłumaczy. Odpowiadali sobie na to pytanie, mówiąc, że chyba cała ziemia jest wielką tarczą płaską i okrągłą, z górami, dolinami i rzekami, a że jest bardzo rozległa, dlatego nie można dojechać do granicy kopuły niebieskiej i ziemi lub nieba i morza. Długi czas zadowalali się tą hipotezą. Tymczasem inni spostrzegali dalej i zauważyli, że gdy statek odpływa daleko, wtedy naprzód się chowa pod horyzontem jego kadłub, a maszty jeszcze widać. Maszty chowają się później. Skądże to zjawisko? Jeżeliby powierzchnia morza była wielką płaszczyzną naprawdę, nie mogłyby się okręty odjeżdżające chować powoli, jakby zachodziły za pagórek. Wobec tego porzucili hipotezę o płaskości ziemi, a przyjęli inną, lepszą. Pomyśleli sobie, że ziemia musi być bardzo wielką kulą i jej powierzchnia — zarówno lądów, jak i mórz — nie jest płaska, tylko jest okrągła, kulista. To przypuszczenie, czyli hipoteza, lepiej tłumaczyło poczynione spostrzeżenia niż hipoteza poprzednia. Oprócz tego tłumaczyło i to, że cień ziemi, rzucony na księżyc, jest okrągły, jak zwykle cień kuli. Z hipotezy, iż ziemia jest wielką kulą, wynikało i to, że płynąc wciąż przed siebie na zachód, można by ziemię opłynąć naokoło i wrócić do domu z przeciwnej strony. To się naprawdę udało, chociaż dopiero po wielu wiekach. Dziś nie znamy żadnego zjawiska, które by się nie dało pogodzić z hipotezą kulistości ziemi, a wszystkie dotychczas poznane zjawiska godzą się z nią doskonałe i jasno z niej wynikają. Znaczy to, że przemawiają za nią. Dlatego i dziś uważamy tę hipotezę za niezmiernie prawdopodobną8.
W nauce o życiu na ziemi przyjęto hipotezę ewolucyjną, to znaczy twierdzenie, że dzisiejsze istoty żywe są potomkami istot żywych z dawnych okresów. Przy pomocy tej hipotezy tłumaczy się niezliczoną ilość spostrzeżeń dotyczących szkieletów zwierzęcych odkopywanych z ziemi i mnóstwo spostrzeżeń dotyczących budowy ciała dzisiejszych zwierząt i roślin. W fizyce zjawiska świetlne nie są do dziś dostatecznie wytłumaczone, bo jedne z nich tak wyglądają, jakby światło było pewnym ruchem falowym, a inne tak, jak gdyby ciała świecące wyrzucały z siebie bardzo małe bryłki. Te dwie hipotezy nie są ze sobą zgodne, tylko sobie przeciwne, więc obie nie mogą być zarazem prawdziwe, a nie udało się dotąd wymyślić żadnej, która by mogła wytłumaczyć wszystkie zjawiska świetlne. Ale miejmy nadzieję, że kiedyś się taka znajdzie.
Doszukiwanie się wspólnej racji dla wielu spostrzeżeń nazywa się rozumowaniem indukcyjnym. Jest to droga od następstw do racji — prawdopodobnej. W nauce logiki można znaleźć opis sposobów tworzenia hipotez naukowych i sprawdzania ich również.