Na drzewach ptactwo budzi się z uśpienia,

Kiedy łódź-słońce, na błękitów morze

Płynąc, zorzami drogę rozpłomienia.

Było to rankiem, kiedy gwiazdy mdleją,

Na kwiatach jeszcze srebrzyła się rosa,

W powietrzu jeszcze stały mgły perłowe,

Na niebie jeszcze noc hebanowłosa

Snuła warkoczem wstęgi purpurowe.

Kochanka moja, Uajali biała,

Stanęła przy mnie, cicho się zaśmiała,