Warszawa

Patrzyłem na nią o zachodniej porze,

Gdy słońce mdlało w szkarłatów koronie

Wisłę wieczorne pozłociły zorze.

I każda fala, zdawało się, płonie;

Ciepły, zachodni wiatr z cicha coś śpiewał

I oddalonych pól przynosił wonie.

Trawy pożółkłe od słońca rozwiewał,

Czasami wichrzył nadrzeczne szuwary,

Czasem, jak gdyby zmęczony, omdlewał.