w Dodatku do „Czasu” za miesiąc maj 1859 r.

Wyimki z archiwum miasta Biecza867

I.

O powodzeniu Lisowczyków na służbie cesarskiej zalatywały wieści do Polski i poruszały umysły ludzi pragnących wojennego szczęścia lub sławy. Zbierały się kupy i spiesząc do wojska Lissowskiego, rozszerzały obawę zwykłej żołnierskiej swawoli. Jeden tylko oddział przedarł się, inne rozbite na Szląsku wracały kupami, zabierając przemocą żywność i stacje dla koronnego li868 wojska przeznaczone. I podczas kiedy główny Lisowczyków zastęp dzielnie walcząc za cesarza niemieckiego, uroczystymi w grodach rzeskich869 obwieszczeniami ocalał cześć i sławę oręża i narodu polskiego i wszelkie podejrzenia i łupiestwa dowodami i świadectwami wodzów unieważnił: wyrzekano głośno i słusznie na swawolne kupy podszywające się pod płaszcz żołnierski a łotrujące po kraju. Grabiona szlachta i mieszczanie obmyślali środki bezpieczeństwa, opierając się na dawnych konstytucjach, a za powrotem z Niemiec całego wojska, zapadła uchwała sejmikowa i sejmowa r. 1624: — „Bannitem870 kto by był, a Liseowczyka by zabił, eo ipso871 od banicji miał być wolny, salva parti satisfactione872 ”.

Tak więc łotrostwa tych, co nie walczyli, tylko własny kraj grabili, policzono na karb śmiałków sławą okrytych. Znalazłyby się mnogie tej okoliczności objaśnienia po księgach grodzkich, ławicznych873 i radzieckich874 w Polszcze i na Szląsku, gdyby tylko było komu poszukać. W księgach ławicy bieckiej znalazłem co następuje:

W tydzień po wielkiej nocy roku 1623 nadjechała kupa z 40 przeszło uzbrojonych jezdnych, szlachty wraz z czeladzią875, żądając, aby ich puszczono do Biecza. Burmistrz miasta, sławetny Januszowicz, kazał bramy zawrzeć876 i nie puszczać. Powstał zgiełk i wrzawa, szlachta groziła miastu, a mieszczanie szlachcie czynili uwagi: że gród w mieście, a prócz tego miasto wedle konstytucji ma prawo i władzę nie wpuszczać zbrojnych kup, zwłaszcza Lisowczyków, ławica zaś poszczególnie może imać877 i więzić ubliżających uchwałom rzeczypospolitej.

Roztropniejsi z szlachty usłuchali rady i rozjechali się z kupy. A byli tam między innymi według zeznań naocznych świadków: PP. Chrząstowski, Orzechowski, Rokosz, ale ci się podobno tylko przypatrowali; Popiel saś i Zagrobski najbardziej się do miasta wdzierali. Bramy jednak nie otworzono. Więc po rozjechaniu się kupy, zajechał Popiel i Zagrobski na przedmieście.

Skoro się zaś wszystko uciszyło i bramy miasta otworzono, przyjechał urodzony878 Prokop Głogowski łęczyczanin, i bez przeszkody jako szlachcic pojedynczy wjechał czy wszedł do miasta, i poczyniwszy niektóre sprawunki, wstąpił na wino i popijał, spokojnie rozmawiając z ludźmi w gospodzie Marcina Chanka.

Nie tak PP. Popiel i Zagrobski. Ostatni odjeżdżając, odgroził się burmistrzowi: iż go kijem obić każe, a skoro tylko bramę otworzyli, wjechali do miasta wraz z czeladzią i zajechali do tejże samej gospody. Popiel jednak niezadługo wraz z czeladnikiem swym Trahimem zmierzał wprost do domu burmistrza i wjechał do sieni z odwiedzioną879 i przyłożoną rusznicą. Właśnie sławetny Jędrzej Pędrowicz opowiadał i przestrzogał burmistrza, że go P. Zagrobski kijem obić grozi, kiedy posłyszeli tętent podków końskich. Przelękniony burmistrz wybiegł z izby, a Popiel tej chwili dał doń ognia, lecz rusznica nie puściła, podsypka się tylko spaliła, więc poskoczył za nim i ciął go nahajką przez gębę. Burmistrz przelękniony, wołając: „Przebóg! Nie zabijaj waszmość!”, uchodził na górkę880, ale Popiel skoczył z konia, i uchwyciwszy go za nogi, ciągnął po schodach aż na dół. Siekł nahajką, a w końcu dobył szabli. Burmistrz odskoczył i uciekał, Popiel za nim i ciął w plecy całą siłą, i gdyby nie kołtun w włosach, który raz881 osłabił, byłby mu plecy rozpłatał. Ale i tak mimo rozciętego kołtuna i przyodziewy, dostał znaczny kręty raz w plecy.

Na krzyki burmistrza zbiegli się sąsiedzi i chcieli ratować, ale Trahim (Rusin, czeladnik jego) stał u bramy z dobytą szablą i skoro się zbliżali, nacierał koniem, siekąc szablą w powietrzu, więc jaki taki w nogi, ale dali znać na ratusz, a sługa miejski pochwycił szablę i spieszył bronić swego burmistrza.