Uśmiechnąłem się, bo teraz trafił w punkt. Znaliśmy się z Amerem od prawie czterdziestu lat.

„Znajomość” to może za dużo powiedziane. Byliśmy rówieśnikami z tego samego osiedla, chodziliśmy do tej samej podstawówki — ale do różnych klas, a potem do tego samego liceum, też do różnych klas.

To była ostatnia dekada PRL, kiedy obcokrajowców widywało się w Warszawie rzadko, a co dopiero obcokrajowców o innym kolorze skóry. Jako jedyni dwaj nie-biali chłopcy w naszym roczniku, w pewnym sensie byliśmy skazani na to, żeby się poznać. Ja byłem pół-Kubańczykiem, a on pół-Arabem, a tak poza tym oczywiście byliśmy wychowywani po polsku, bo jego ojciec miał taką samą ochotę na powrót do Iraku, jak mój na powrót na Kubę.

Nigdy się nie zaprzyjaźniliśmy. Wolałem otaczać się polskimi przyjaciółmi, on chyba też. Zresztą poza samą odmiennością nic nas nie łączyło — ja słuchałem punka, on popu, ja byłem molem książkowym, on sportowcem-amatorem.

Po zmianie ustroju ja zostałem na osiedlu, on gdzieś się wyprowadził. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy. Miesiąc temu nagle odezwał się do mnie przez internet. Odnalazł mnie w Londynie, gdzie ja od lat bez powodzenia próbowałem odnaleźć siebie.

Miałem jakąś tam pracę i jakieś tam życie, ale jak wielu w moim pokoleniu czułem nieuleczalną nostalgię za światem, który przepadł w zarazie. Wiedziałem, że tamtej Warszawy już nie ma, brat Jorge nie musiał mi tego uświadamiać — widziałem przecież zagładę tego miasta na własne oczy. Ale kiedy Amer mnie zaprosił, dokładnie instruując, jak to załatwić i komu ile dać w łapę, podjąłem decyzję w ciągu jednej bezsennej nocy.

Teraz, kiedy zaraza pochłonęła wszystkich moich bliższych i dalszych polskich znajomych, Amer stał się dla mnie jedynym „przyjacielem z dzieciństwa”. I — jak sądzę — ja nim byłem dla niego, choć w dzieciństwie omijaliśmy się z daleka.

Więc co mogłem odpowiedzieć na zadane mi teraz pytanie, co wiem na temat Amera Al-Tawila?

— Pierwsze słyszę — odparłem, patrząc Jorgemu z uśmiechem prosto w oczy.

— W takim razie przykro mi, ale nie mogę panu pomóc — Jorge wstał od stolika.