— Nic, takie... po niemiecku!

— No to może by pójść na obiad?

— Dobrze, tylko jeszcze przy bufecie napijemy się czego, niech doliczą do rachunku.

Wstajemy i podchodzimy do bufetu. Pogodny brunet nalewa nam dwa koniaki. Pan De po wypiciu wydaje dziwny dźwięk; coś między westchnieniem i stęknięciem. Ja zrobiłem to w zupełnym spokoju i zjadam bułeczkę ze schabem.

— Płacę! Ja płacę!

— Ależ daj pan spokój, ja!

— Nie, to moje!

— Koniak mój!

— Wszystko ja!

— Dlaczego?