— Ten supeł od sznurka ciągle mi się zsuwa z gumy, co tu poradzić?

— Nie wiem, może ci kto inny poradzi.

— Ale niech pan wpierw obejrzy... przeciera się... licho!

Obejrzałem procę i oddałem mu ze słowami:

— Tu trzeba... nową gumę, ta jest jakaś marna.

Zasępił się:

— Ba, a skąd wziąć nowej?

Wzruszyłem ramionami. Stał na swych grubych nogach w iks, gołe kolana miał podrapane i zabłocone, beret sterczał mu na czubku głowy, a całość ważyła ze sześćdziesiąt kilo.

— Jak ty się nazywasz? Czegoś taki gruby?

— Nazywam się Srokoń. Gruby? Taki już jestem... No, z tej procy od bidy można jeszcze postrzelać. O, w tego gołębia!