Odpowiedziałem, że jeszcze nie.
— To są takie pchły, nazwane tutaj bicho do pe, nałapie się pan jeszcze ich dość. Usadawiają się zwykle koło paznokcia. Z początku nic się nie czuje, dopiero kiedy pęcherzyk z jajkami zaczyna rosnąć, zaczyna to świństwo dokuczać. A teraz chodźmy, bo kawa ostygnie. No i co dalej, mówże pan!
Ale mnie się nie chciało już więcej mówić o byle czym. Grzeszczeszyn, który się ożywił po operacji, delikatnie poruszył temat koni.
— Może pan się z nami wybierze, panie Wójcik... ładna pogoda, przejdziemy się na faszinal75, później pan sobie z końmi wróci, co?
— No, nie wiem... wybrałbym się ale z żoną, i to wozem, bo żona Psycha jest chora, trzeba się wywiedzieć... Stasieńko, wybrałabyś się z nami do Apucarany?
— Tak, wybieraliśmy się przecież do Psychowej! Ona tam bez żadnej opieki, możemy jechać — odpowiedziała pani Wójcikowa.
— No to pronto, jutro rano, o ile nie będzie deszczu, podjedziemy po was furą; mieszkacie u Smyków?... Zrobione, możemy jechać!
Tak więc, musiałem ocenić organizacyjne zdolności Grzeszczeszyna i celowość naszej wizyty. Chłopak jest milczący i skryty, o zmiennym usposobieniu, ale dobro naszej podróży ma na względzie i jest dbały. Ostatnio jakby nieco wymilał.
Słuchaliśmy teraz opowiadań Wójcika o legionach. Wspominał — owszem — z rozrzewnieniem; ale z tego, co się teraz dzieje, nie jest zadowolony...
— W okopach inaczej żeśmy się umawiali — moi panowie!