— Bo ja panie... znałem panią Mydową... to ona jest tam taka zawiedujszcza79 od tych aktorek... Nieraz mi naopowiadała tajemnic z ich życia... to, panie, pękać można ze śmiechu!... Albo taki Jaracz, panie, to aktor jest... że jejej! Sztuka teatralna u nas w Polsce stoi wysoko, hoho...
Nie starałem się podtrzymywać tej rozmowy. Grzeszczeszyn chciał prawdopodobnie uciąć sobie ze mną kulturalną rozmowę... A tu chęci brak! Księżycowa noc, zapachy, palmy.
Urwał i pogrążył się pewnie w jakichś wspomnieniach. Urok jazdy w milczeniu nie trwał jednak długo, bo Wójcikowi też się chciało trochę pogawędzić. Zaczął mówić o tym, jak niejednokrotnie już próbował uchwycić sens życia i że wszystko wydaje mu się takie beznadziejne.
— Więc nigdy nie był pan szczęśliwy? — zapytałem, aby coś powiedzieć.
— O, drogi panie, człowiek nigdy nie jest szczęśliwy — odpowiedział tonem tak poważnym, że mimo woli zacząłem go słuchać z uwagą.
— Nie ma szczęścia, istnieje tylko przyjemność, gdy ucisk zła nieco folguje. Bo na tym świecie istnieje tylko samo zło i kiedy to zło na skutek jakichś okoliczności staje się mniejszym, wówczas nazywamy je dobrem. Spójrz pan, jakie piękno nas otacza! Jedyne, co jest warte, to przyroda! Zadowala ona najskuteczniej nasze zmysły i jeśli nawet znajdujemy ją ohydną, wówczas także zadowala nas samo to spostrzeżenie. Teraz już się starzeję i sprawy codzienności nie dopuszczają do roztrząsań filozoficznych, ale w młodości przeżywałem potężne niepokoje. Bardzo wówczas pragnąłem spojrzeć umysłem z góry na ten nędzny świat i być może, pojąłbym wiele, gdybym się kształcił, ale groza wojny i nędza nie dopuściły do tego. Dopóki ludzkość gnębi wojna i jad ciemnoty, jaki w ludzkość sączy kler, dopóty nie doszukamy się sensu istnienia. Gdybym mógł wypowiedzieć myśli, które czasem snują się w moim umyśle! A co pan o tym wszystkim sądzi?
Z góry muszę wyznać, że ten temat bardziej przypadł mi do gustu niż poprzedni. Ale ostatnie pytanie nieco mnie przeraziło. Wydało mi się, że nie jest to pora i okoliczności do podobnych rozmów. Pomyślałem, że najlepiej będzie wykręcić się dziełami filozoficznymi, które piąte przez dziesiąte znam.
— Wie pan, o tym już wiele pisano. Byli tacy panowie: Locke, Wolter... czytał pan Woltera?
— Przyznam się panu, że nie.
— A to ciekawe, bo gdyby nie istniał Wolter, myśli pana byłyby znacznie ciekawsze! Niech pan sobie to przeczyta; na język polski przetłumaczył to Boy-Żeleński. Ja tymi rzeczami mało się zajmuję i nie szukam żadnego sensu życia. Polegam w zupełności na swoich doznaniach i później na swój sposób je roztrząsam. Zresztą żyję fikcją i pewną wesołą szarlatanerią — jestem literatem. Nie, ja się nie nadaję do podobnych rozmów.