i srebrnolicy księżyc świeci;

czasem mistyczny mi nad głową

z szelestem ptak przeleci...

A potem cisza, wielka cisza,

że serca swego słyszę tętno,

aż gdzieś śród mirtów pieśń zadzwonią

słowiki przenamiętną...

I wtenczas z gąszczy się wyłania

świetlista postać w blasku cała

i ku mnie idzie roztęskniona