O biednym, bogatym i Panu Jezusie

Jak cłowiek [...] biedny a bogaty, no juz to beło dáwno, no bajka beła. Słysa[ł]om ji tak opowiadom. Ji tyn [biedny] mieszkoł, mioł sześcioro dzieci, a mioł bardzo małum działke i na ty działce miáł postawiuny dumek, taki jak o go by[ł]o stać. A niedaleko niego beł młyn. Ji un chodził tam do tego młynarza do roboty, go tam przyjun i tam robieł. Bo tego, z tego, z ty jego działki to tego chleba, ty mųki, to nastarcało1 na poły roku, dalij nie, bo beło mało, a dzieci chciały jeś[ć], no ji trza było [dorabiać]. No ji un tam chodzieł, to zawsze mu na wiecór mųki mu tam dawoł, a to ji kasy2, n[o] ale na plecy:

— Tam se weź, o tyle i tyle — tam mu wyznacał, jile. No ji przyniós, ji ta kobieta tam ji packi piekła lo3 tym dziecium, jak to przed tym pod blachom takie, no ji tak te, ji gotowała przecie, bo ji kase gotowała. No ji tyn chodzieł. No tak upłynęło jakiś cos tam chodzieł. Ale późnij juz usło tak ji [młynarz] mówi tak:

— Ty, wies, co? Jo to..., juz tyześ tyle zjod, jo ci juz nie bede płacieł nic, bo tyś juz ci tyle wydołem, ze ta twoja gospodarka i tyn dum przechodzi na mnie.

A un mówi tak:

— No, no, cłowieku, no to dziez ja póde z tymi dziećmy? Dziez jo sie podzieje?

No a un mówi, ze:

— No mnie nie obchodzi! No zjadłeś za tyle, to ja nie bede na twoje dzieci robieł.

Ale mówi:

— No zlituj sie, no to dej mi jaki, jaki jesce cas, zeby z pół roku, zebym chociaz posiedzioł, moze jako... moze jako sie wygrzebe, moze jako dzieś4 coś załatwie i zebym siedzioł w tym dumu, bo [...] ja se nie postawie, bo se nie poradze.