zaraz straszy dyscypliną.

„Tatko taki! mama taka!”

Każde z dzieci rzuci słówko...

Wtem Sobótka spoza krzaka

rzeknie, kręcąc płową główką:

— Źebym takie dzieci miała,

cio nić nie chcią śłuchać taty,

to bym siama im wśypała

na walśtacie doble baty!

— Nikt nie pyta ciebie, Butko!