by wracała z nią do sali,
bo tam będzie jej bezpiecznie
wśród marmurów i korali.
Wreszcie zbladłe chyląc lica,
o pierścionek szeptem prosi;
ale mała swawolnica
tylko śmiechem się zanosi.
Obejrzała się ku bramie
i raciczką dzieci trąca:
— Butka chcie to zanieść mamie,