I nie mogąc przyrzec więcej,
chwyta w dłonie piernat z pierza
i w bolesnej serca męce
puch pobija w takt pacierza.
(I tu, widno jak na dłoni,
Święty pomógł jej Antoni).
Bo wtem... Co to? Wielki Boże!
Słychać jakiś kwik u bramy
i znajomy głos na dworze
pisnął cienko: — Chciem do mamy!