— Gdyśmy zjedli odrobinkę,

przyszła jakaś pani blada

i... i strasznie się złościła,

i... i w świnki nas zmieniła...

Raptem Butka sprawiedliwa

potok słów przerywa Środzie:

— To jest plawda nieplawdziwa,

tak nie było w tym oglodzie!

Oni ładny bal źrobili,

wsystko zjedli, polamali,