i... wyciąga — ciepłe jeszcze
skórki sześciu małych świnek.
Szybko, modląc się po cichu,
po drabinie w górę pnie się
i do skrzyni, co na strychu,
dowód hańby dziatek niesie.
Wielka w niej wezbrała ulga,
gdy zapadło wieko skrzynki,
i pośpiesznie w dół się kulga152,
jakby za nią gnały... świnki!