Po twarzy jej, gdy mówiła, przemknął znowu bolesny wyraz i Andrzej uczuł żal, że swymi słowy zmącił pogodę, jaka się przed chwilą objawiła.

— Muszę więc na tym poprzestać — powiedział z pozornym spokojem, który ją mniej korzystnie dla niego usposobił i tym trudniejszym uczynił zapomnienie.

Jak mało ten człowiek dbał o nią, chociaż niedawno mówił, że był z powodu jej długiej nieobecności niespokojny! Stefan byłby pewnie w rozpaczy, gdyby mu coś podobnego powiedziała, póty by ją błagał, dopóki by mu nie przyrzekła, że zapomni.

Rozmowie tej położył kres pan Radlicz. Zbliżył się do Helenki i rzekł życzliwie:

— A! jesteś pani nareszcie! Upatrywałem ciebie w sali od godziny i dziwiłem się, że pani dotąd nie ma; córki moje dopiero wytłumaczyły mi pani nieobecność. Rad jestem z ciebie, moje dziecko. Przeczuwałem ja od razu, że się wyrobisz na porządną kobietę, i widzę, żem się nie omylił.

Uścisnął jej rękę i zapytał:

— Czy lubisz pani tańczyć?

— O, i bardzo — odpowiedziała zarumieniona lekko tą pochwałą.

— A więc pozwól, abym ci młodzież naszą przedstawił i zapoznał z całym towarzystwem. Nie znajdziesz tu pani wprawdzie ludzi utytułowanych ani magnatów, ale będziesz miała do czynienia z inteligencją. Jest kilku literatów, kilku artystów, a reszta przemysłowcy.

W chwilę potem Helenka wmieszała się w grono tańczących, a tańczyła ochoczo i bawiła się doskonale, tak doskonale, jak nie przypuszczała nawet, że bawić się można w skromnym mieszczańskim salonie i przy dźwiękach fortepianu tylko. Bo też w atmosferze otaczającej ją coś się nagle zmieniło; wszyscy domowi mieli dla niej życzliwe słowa, cieplejsze spojrzenia. Nawet pani Radliczowa patrzała na nią bez niechęci i troszczyła się o nią bardzo przy kolacji. Zmiana ta wywołała w niej zadumę. Zrozumiała, że nabrała prawa do ich szacunku.