— Będzie to jedyna stara panna w naszej rodzinie — rzekł po chwili milczenia — bo Anna za kilka miesięcy zostanie żoną naszego ajenta w H., a narzeczony Elżuni kończy szkołę handlową w Berlinie.
— Nic o tym wszystkim nie wiedziałam — szepnęła.
— Nie okazałaś im pani nigdy, że cię bliżej obchodzą, więc nie narzucały się pani ze swoim zaufaniem — odpowiedział.
Helenka milczała. Dzieje życia Wandy zrobiły na niej silne wrażenie.
— Biedna kobieta! — odezwała się po chwili — ileż ona musiała wycierpieć! A ten nieszczęśliwy młodzieniec... Co za straszna rzecz pomyśleć, że czyjeś życie zostało zmarnowane!
— Zmarnowane? Nie, pani, poszło do skarbnicy, gdzie od dawna zbiera się fundusz narodowy, fundusz, z którego wszyscy czerpią zapomogę. Nic nie ginie na świecie.
I przytoczył jej wiersz, powiedziany kiedyś przez Henryka Merzbacha58 do Kraszewskiego:
Nic nie ginie, mistrzu, na tym świecie Bożym,
Każda potu kropla, co ze skroni spada —
Każda łza, przed którą w boleści się korzym —