— Ha, to wtedy trzeba poddać się konieczności.
— Poddać się! — zawołała z wybuchem — pan nie znasz mojej matki. Gdybyś wiedział, jak jest dumną... A ja czy nic dla nich zrobić nie mogę?
— Pani możesz niejedno uratować swoją energią i przytomnością umysłu. Nie mogę pani uczyć, jak powinnaś postąpić, bo to okaże się dopiero, gdy pani będziesz tam na miejscu i zbadasz położenie. Zrobisz pani wtedy, co uznasz za właściwe i potrzebne, co pani podszepnie miłość dla rodziców, sumienie i poczucie sprawiedliwości. Musisz pani szukać do ratunku środków sama w sobie, bo ich gdzie indziej nie znajdziesz. Kto wie, może pani przyjdzie jaka myśl szczęśliwa, której przyjścia jeszcze w tej chwili nie dopuszczamy. Ale do tego potrzeba koniecznie zimnej krwi i spokoju, bo spokój tylko pozwala wznieść się do pewnej wysokości, z której można jednym rzutem oka ogarnąć położenie. Spokój tylko przynosi szczęśliwe pomysły, daje przytomność umysłu, szybkość decyzji i energię do działania. Ze wzburzonego umysłu nic dobrego wydobyć się nie da. Spokoju więc i męstwa, panno Heleno. Jedź pani, ale jeżeli chcesz tam być użyteczna, to bądź odważna i patrz śmiało niebezpieczeństwu w oczy.
Gdy Andrzej tak mówił, ona patrzyła w ziemię, a w głowie jej myśli, z początku mętne, zaczęły się powoli rozjaśniać. Zrozumiała, że znikąd nie może się spodziewać pomocy i tylko na siebie samą liczyć może, że nikt jej nie da wskazówek, tylko w sobie samej poszukać ich musi. Smutna ta rzeczywistość wytrzeźwiła ją z boleści. Chciała ratować rodziców, a poczucie ważności obowiązku, jaki dobrowolnie na siebie wzięła, postawiło na miejscu bólu rozwagę i przytomność. Gdy oczy od ziemi podniosła na Andrzeja, były już prawie pogodne.
— Jestem na wszystko przygotowana i jadę zaraz — rzekła spokojnie, lecz stanowczo.
— Spodziewałem się tego — powiedział i gorąco dłoń jej uścisnął.
Turkot na dziedzińcu zwrócił ich uwagę: to pan Radlicz przyjechał odwiedzić ojca. Andrzej opowiedział mu zaraz o zamiarze Helenki, a zacny ten człowiek nie tylko nie stawiał jej żadnych przeszkód, ale udzielił jej urlopu dwutygodniowego i wypłacił pensję za dwa miesiące z góry. Żegnając się z nią powiedział:
— Odwagi, moje dziecko, odwagi i męstwa! Powinnaś go mieć duży zapas, bo potrzebujesz go nie tylko dla siebie, ale i dla rodziców. Bierzesz na barki niemały ciężar, ale mam nadzieję, że mu podołasz. Masz charakter!
Helenka blado uśmiechnęła się na te słowa. Wszyscy teraz przyznawali, że ma charakter...
Żegnano ją bardzo serdecznie. Dziadek, dowiedziawszy się, co zaszło, błogosławił na drogę. Wanda uściskała po siostrzanemu, a gdy z kolei Andrzej zbliżył się do niej, przypomniała sobie o żebraku i jego groźbie i opowiedziała mu swoje obawy.