— Śmiał więc jeszcze napastować panią, ten nędznik! — szepnął marszcząc brwi. — Bądź pani spokojna, nie ja jego, ale on mnie obawiać się potrzebuje. Ale jak pani jesteś dobrą, że mając sama ciężkie zmartwienie, mną się jeszcze zajmujesz.

Słowa te, tak niezwykłe u niego, wywołały słaby rumieniec na jej lica. Skinęła mu głową i powóz ruszył z miejsca.

W kilka godzin potem siedziała już w wagonie.

Na przebój

XXII

Kto widział Helenkę przed kilku miesiącami, przyjeżdżającą do Warszawy, jak oglądała się za lokajem, który by za nią trzymał jej piękny francuski szal, lekki jak piórko, a jednak robiący jej subiekcję; kto widział jej eleganckie futro, olbrzymie kufry z mosiężnym okuciem, wyniosłość w jej spojrzeniu, a w ruchach pańską niedbałość, nie poznałby jej teraz w skromnym, syberynowym okryciu i czarnym filcowym kapeluszu, którego jedyną ozdobą była tylko opasująca go wstążka. Nie miała z sobą żadnych pakunków prócz dużego worka podróżnego ze skrzyneczką u dołu, a i ten, choć za ciężki na jej słabe siły, sama zaniosła sobie do wagonu trzeciej klasy, bo posługaczom kolejowym płacić trzeba za usługę, a ona potrzebowała bardzo oszczędzać. Wiozła wprawdzie sporą sumkę pieniędzy, otrzymaną ze sprzedaży bransoletki, broszki, kolczyków, łańcuszka od zegarka i kilku kosztownych drobiazgów, przy pomocy pani Radliczowej — ale suma ta przeznaczona była na zapłacenie różnych drobnych długów państwa Oreckich i ani jeden grosz z niej nie mógł być uroniony. Pańska niedbałość, widoczna niegdyś w jej ruchach, ustąpiła miejsca spokojnej godności; w oczach, zamiast rozmarzenia poetycznego a bezcelowego, jaśniała myśl samowiedna i świadoma celów, do jakich dążyła. Na twarzy, będącej wówczas białą kartą, życie wypisało już swoją moralną cyfrę.

A że nikt nie pozbywa się zupełnie swej dawnej natury, więc też Helenka, znalazłszy się w towarzystwie ludzi uboższych, których zachowanie się nieco krzykliwe i rubaszne, ubiór niezbyt estetyczny, a zapasy żywności mocno woniejące raziły jej zmysł estetyczny, doznała wielkiego niezadowolenia, ale niezadowolenie to nie trwało długo. Cel, w jakim odbywała podróż, wkrótce odwrócił jej myśli w inną stronę. Nazwisko sprawcy nieszczęścia rodziców nie wychodziło z jej głowy ani na chwilę, powtarzała je sobie ciągle i usiłowała przypomnieć, czy widziała go kiedy u ojca. Ale w kantorze pana Marcina tylu bywało interesantów, że choćby go nawet widziała, to nie mogła jego twarzy zapamiętać. Zaglądała ona nieraz do kantoru, zwłaszcza gdy chciała ojca wyciągnąć na śniadanie lub obiad — i wówczas pan Marcin przedstawiał jej znajomych sobie bliżej obywateli, których zaraz do jadalni prowadził. Tecki prawdopodobnie zasiadał nieraz przy jego stole... Kolejno przebiegała pamięcią wszystkie postacie, jakie widziała kiedykolwiek, zatrzymując się przy każdej... Ach! czy to nie ten, co ściskał ojca tak serdecznie na balu u stryja Bartłomieja?

Iprzed oczyma jej stanęła wyraźnie postać szlachcica średniego wzrostu, ze szpakowatymi, krótko przystrzyżonymi włosami, okazałymi wąsami, twarzą zwiędłą i małymi, niespokojnymi oczyma. Przypomniała sobie, jak się przechadzał po gabinecie stryja, z rękami włożonymi w kieszeni spodni i niecierpliwie gryzł trzymane w zębach cygaro — a przeczucie powiedziało jej, że to on. Myśl pracująca ustawicznie w tym kierunku przypomniała jej powoli i inne okoliczności, o których nawet nie wiedziała, że zaznaczyły się kiedyś w jej umyśle — a mianowicie nazwisko62 jego majątku, fakt, że majątek ten był bardzo obdłużony i że Tecki miał bogatego ojca, który mu nie chciał dać ani grosza; wreszcie, że ojciec ten posiadał duży dom w mieście gubernialnym. Wiadomości te pojedyńcze, oderwane i nie mające pozornie żadnej dla niej wagi zajmowały ją jednak i grupowały się w jej umyśle jedna obok drugiej.

Pociąg pędził jak strzała: domki dróżników, słupy telegraficzne mijały szybko; Helenka mówiła sobie, że jest coraz bliżej celu swej podróży, a jeszcze żadnego planu postępowania sobie nie ułożyła. Upłynęło tak kilka godzin i pociąg zatrzymał się na stacji, gdzie musiała wysiąść, żeby dalszą drogę odbyć kurierką.

Wziąwszy swój worek w rękę udała się prosto do sieni, gdzie przy okienku siadał zwykle urzędnik pocztowy i zapisywał pasażerów — ale okienko było zamknięte, a stojący przy nim posługacz kolejowy objaśnił ją, że otworzy się dopiero za dwie godziny, bo kurierka nie prędzej odejdzie. Usiadła na kanapie podejrzanej trochę czystości i myślała, co będzie robiła przez te dwie godziny, bo zapomniała wziąć z sobą cokolwiek bądź do czytania. Słuchała tymczasem gwaru osób rozmawiających głośno, między którymi służba roznosiła przekąski i napoje.