— No, będziemy mieli z pewnością pogodę na jutro — przemówił po niemiecku, zabierając się do jedzenia — a że ładunek od dawna skończony, więc będziemy mogli odpłynąć. Kazałem obejrzeć liny i wszystko przygotować. A cóż tam twoja chora?

— Śpi sobie biedactwo. Raz tylko otworzyła oczy na chwilę, ale wlałam jej w usta dwie łyżki reńskiego wina i jak zasnęła, śpi ciągle, a tak mocno, że nie słyszała, chociaż chodziłam koło niej, paliłam w piecu, gotowałam zupę... Wiesz ty, August, że to jest córka pana Oreckiego, cośmy mu zawsze wozili zboże? Poznałam ją od razu. Ona przychodziła do nas z ojcem oglądać nasz statek, pamiętasz? A taka była ciekawa! W każdy kąt musiała zajrzeć i dziwiła się, że w takiej małej kajucie znajduje się wszystko, co potrzeba. Ale co się to z nią zrobiło? Jezus! Jezus! Taka była świeżutka wtenczas jak pączek róży, a teraz jest taka bledziutka... Jak Franz ją z łodzi wynosił, to przelewała mu się w rękach jak umarła.

— Ty, widzę, rozmiłowałaś się w tej polskiej dziewczynie, Berta!

— Ach, August, czy jej twarz nie przypomina ci kogoś? Nasza Lina, gdyby żyła, byłaby taka sama...

Szyper wzruszył ramionami i wziąwszy łyżkę, zaczął jeść w milczeniu.

— Czy ja tobie mówiłem, Berta, że pan Ofman będzie w tych dniach licytował jej ojca?

Kobieta aż uderzyła w dłonie.

— Ach, Gott! — zawołała z najwyższym zdziwieniem — nie mówiłeś mi tego, August; to pewnie o te pieniądze, co ten niski, chudy szlachcic od niego pożyczył?

Ja.

— To dlaczego on nie licytuje szlachcica?