Kobieta pokiwała głową.

— Pan Ofman mówi, że Polacy są narodem skazanym na zagładę, i ma słuszność. O! to jest mądry człowiek! Ty nie wiesz, Berta, co on za kolosalny zrobił interes; kupił od jednego szlachcica hurtem las, same stare dęby zdatne na maszty i na budulec — i po obliczeniu wypadło, że z obróbką już kosztować go będą po dwadzieścia kopiejek za sztukę. A co?

— Ach! — wykrzyknęła kobieta z akcentem zachwytu, z którym się łączył głęboki podziw dla rozumu Ofmana.

— Ma on tutaj — mówił wskazując na czoło — ma. Taka głowa to skarb. Pan Ofman dobrze mówi, gdy powiada, że ten naród musi zginąć. Co on produkuje? Dotąd nazywał się krajem rolniczym i produkował zboże, ale od czasu jak Ameryka dostarcza na targi angielskie tańszego zboża, mało kto już pyta się o zboże polskie, a Indie robią znowu konkurencję Ameryce i obiecują ceny jeszcze niższe.

— Co ty gadasz, August! Jak to może być, żeby kraje leżące gdzieś na końcu świata mogły dostarczać zboża taniej niż Polska, która ma bliżej do Anglii? Toż sam transport więcej kosztuje!

— Bo, widzisz, Ameryka ma wielkie, bezużytecznie leżące obszary ziemi, której jeszcze nawozami zasilać nie potrzebuje, bo bez tego rodzą obficie — a Indie znów mają dużo robotnika i tak taniego, jak go północne kraje Europy nigdy mieć nie mogą. Niezadługo już nikt polskiego zboża kupować nie będzie i Polacy będą musieli zasiewać tylko tyle, ile sami zjedzą. A i to ci powiem, Berta, że oni już zaczęli z zagranicy zboże dla siebie sprowadzać, bo jest znacznie tańsze niż ich własne — a wczorajsza „Schlesische Zeitung” pisze, że Rosja południowa w tym roku przyśle na targi polskie swoje zboże. Tak! Dawniej przywoziliśmy tutaj do M. naszymi statkami węgiel, a zabieraliśmy wszyscy zboże; teraz część naszych statków przywożących węgiel nie zabiera na powrót nic. Kraj, do którego się więcej przywozi, niż się z niego wywozi, musi zbankrutować.

— To jest prawda — szepnęła kobieta.

— Ten las Ofmana, co stąd na tratwach do Prus popłynie, przerobiony w warsztatach niemieckich na budynki, meble, zabawki i tysiączne drobne przedmioty, powróci tutaj, a Polacy za niego dobrze zapłacą; bo, widzisz, ten naród nie lubi mieć z niczym subiekcji i woli kupować rzeczy gotowe niż je sam robić.67

— Panowie — wtrąciła z politowaniem.

Ja, panowie, książęta! Gdyby oni rozwinęli u siebie rzemiosła i przemysł i produkowali różne towary, które sprowadzają z zagranicy, toby mogli jako tako egzystować. Ja, ale Polacy nie mają pociągu ani do handlu, ani przemysłu, więc wyręczamy ich my i Żydzi. W naszych rękach jest przemysł i w nasze też ręce przechodzi coraz więcej ziemi, a gdzie ziemia jest w naszym posiadaniu, tam my jesteśmy panami. Zdobywamy kraj bez rozlewu krwi, samą tylko cywilizacją. Za ogrodem pana Oreckiego był kawał bagna, zatruwającego powietrze: kto je zasypał i powietrze oczyścił? Niemiec. Kto umocnił brzeg i zasłonił łąkę od wylewu? Niemiec. Kto po drugiej stronie rzeki wystawił fabrykę narzędzi rolniczych i wybrzeże zawsze zabierane przez wodę zasadził drzewami? Niemiec także. Kto utrzymuje w mieście porządny hotel? Kto ma cukiernię, restaurację, browar? Wszystko Niemcy. Kto pobudował cukrownie w okolicy? Fabrykanci niemieccy.Niemiec jest wszędzie, gdzie tylko przemysł rozwinąć się może. Przychodzi do kraju jako dobroczyńca, dający towar dobry i tani: jako zbawca, dający zarobek ludności uboższej; jako apostoł cywilizacji! Gdzie Niemiec przybywa, tam zaraz za nim idzie praca, ład, porządek i gospodarność. Kto nie chce być z nami, musi nam ustąpić. Polacy tak kiedyś wyginą, jak Indianie w Ameryce.