— Wyginą? Jak to wyginą? Ja ciebie nie rozumiem, August. Przecież ich nie będziemy zabijali!

— Amerykanie nie zabijają Indian, a jest ich tam coraz mniej. Cała część Królestwa Polskiego na granicy pruskiej jest po większej części w rękach naszych kolonistów. Nasz rząd niemiecki pomaga nam w tym wszelkimi sposobami, a bank drzewny w Berlinie daje nam pożyczki na kupno ziemi, pokrytej obszarami leśnymi. Nasze kolonie są wszędzie, na Podolu, na Wołyniu, na Ukrainie, a najwięcej na Litwie, bo tam ukaz cesarski z roku 1865 zabrania Polakom nabywać ziemię; i jeżeli który z nich posiadany przez siebie kawał z ręki wypuści, to go już nigdy na powrót w ręce nie dostanie. Posuwamy się powoli, ale coraz dalej i coraz gromadniej na wschód. Drang nach Osten68 to zasada naszego narodu nie mogącego się już zmieścić na niemieckiej ani zniemczonej, słowiańskiej niegdyś ziemi. To darmo! Pan Bóg widać chciał, żeby Niemcy zapanowali z czasem nad całym światem. Toć już nasz Bismarck69 Afrykę dla nas zabiera. Daj no mi piwa, Berta!

Kobieta postawiła przed nim kufel i nalała złocistego płynu. Zapał patriotyczny męża i jej się udzielił. Nie rozumiała dokładnie wszystkich idei Kulturkampfu70, ale patrzyła w mówiącego jak w tęczę.

— Pan Ofman jest mądrym człowiekiem i patriotą — mówił umoczywszy usta — nie trzeba mu za złe brać, że on licytuje ojca tej dziewczyny. On to nie ze złego serca robi, tylko chce zostać właścicielem gruntu pana Oreckiego, bo to jest piękny kawał ziemi, w dobrym miejscu i można na nim dużo budować. Tam się wszystko wali, wszystko idzie w ruinę, a jak Ofman to nabędzie, zaraz inaczej będzie wyglądało. On dom i śpichrz wyreperuje, parkan da nowy i tartak postawi. Ma już plony, pokazywał mi je. Powiedzże ty sama, Berta, czy to nie grzech marnować taki piękny majątek i czy nie lepiej, że się on mądrzejszemu dostanie?

— No ja, to prawda, że pan Ofman lepiej tam gospodarować będzie — odrzekła kobieta, w której duszy jednakże były pewne pod tym względem wątpliwości — ale czy to jest sprawiedliwie?

— Głupia jesteś — odpowiedział z flegmą mąż — dziś ten jest sprawiedliwy, kto jest mocniejszy. Tak powiada nasz kanclerz71. Pan Ofman kilka razy proponował panu Oreckiemu, żeby mu swoją posiadłość sprzedał, ale szlachcic się uparł. Nie i nie. Teraz jednak pewnie się zgodzi. Jego żona to jest kobieta bardzo dumna i pewnie nie będzie chciała znieść tego wstydu, żeby ich rzeczy sprzedał komornik na rynku: więc zamiast tego, Ofman im dopłaci i dom z gruntem sobie zabierze. No, Berta, nalej jeszcze drugi kufelek.

Węgle w piecyku żelaznym pokryły się czarnym popiołem, a z nimi przygasło światło i wnętrze kajuty pogrążyło się w ciemności — ale oczy Helenki gorzały jak dwie pochodnie.

— Berta, idż ty spać do kajuty, a ja pójdę na drugi koniec statku do moich ludzi; już późno. Przynieś mi tylko stamtąd poduszkę — mówił szyper nakładając sobie fajeczkę tytoniem, który miał w kieszeni.

Kobieta gotowała się spełnić rozkaz męża, gdy Helenka stanęła we drzwiach.

— Panie Müller — przemówiła zwracając się od razu do mężczyzny — nie chodź pan na drugi koniec statku, ale zajmij swoje miejsce w kajucie. Jestem już zdrowa i pragnę zaraz odjechać. Dziękuję państwu bardzo za kilkogodzinne schronienie, za wszystko, coście dla mnie zrobili, i nie chcę wam dłużej zawadzać. Czy możesz mi pan użyczyć swojej łodzi?