— Chciałam, droga mateczko — odrzekła po chwilowym wahaniu — ale myślę, że lepiej zrobię, jeżeli mateczce powiem prawdę. Sprzedałam wszystkie niepotrzebne błyskotki.
Matka patrzyła przez chwilę na córkę osłupiałym wzrokiem, usta jej zaczęły drżeć i wybuchła głośnym płaczem.
XXVI
Pan Marcin był zawsze człowiekiem pobożnym, a od czasu jak spadł na niego grad nieszczęść, stał się jeszcze pobożniejszy. Ufny, że Pan Bóg go nie opuści w nieszczęściu, modlił się co kilka godzin z wielką żarliwością, puszczając mimo uszu wszelkie uwagi żony co do możliwych jeszcze środków ratunku. Pozbawiony swego handlowego zajęcia, nie miał co robić z czasem i jeżeli się nie modlił, to spał, a jeżeli nie spał, to wyglądał przez okno i bębnił marsza. I dziś po śniadaniu, odmówiwszy koronkę do Przemienienia Pańskiego, zabierał się do drzemki w fotelu, zasunąwszy głęboko ręce w rękawy szlafroka, gdy Helenka zbliżyła się do niego i rzekła:
— Pomówmy o interesach, ojczulku.
Pan Marcin spojrzał na córkę zdziwiony. Mówić o interesach z kobietą, i to jeszcze z własną córką, która nigdy nie rozumiała interesów, wydało mu się rzeczą arcyzabawną. Pogłaskał ją po głowie i powiedział uśmiechając się dobrotliwie:
— Oj, ty, ty figlarzu, zawsze ci się żarty trzymają. Okryj mi nogi tym szałem, co leży na kanapie, bo się chcę trochę zdrzemnąć.
Helenka wstała, przyniosła żądany szal i, siadając znowu przy nim, rzekła:
— A teraz, ojczulku, pomówmy o interesach.
Pan Marcin spojrzał powtórnie na córkę, a zdziwienie jego było jeszcze większe.