— Czego ty chcesz, Helciu — odezwał się nareszcie, sądząc, że jej nie zrozumiał.

— Chcę z ojczulkiem porozmawiać o naszym położeniu.

— A na co się to przyda? — powiedział krzywiąc się trochę, że mu zakłócają spoczynek.

— Może dałyby się jeszcze wynaleźć jakie środki ratunku... Czy nie można zmusić Teckiego do oddania?

Pan Marcin zamyślił się.

— Jakże go zmusić, kiedy on nie ma nic i nie będzie miał, dopóki żyje jego ojciec.

Nagła błyskawica rozświeciła umysł Helenki. Przypomniała sobie wczorajsze spotkanie konnego posłańca ze swoim furmanem.

— On już nie żyje! — zawołała i opowiedziała ojcu wszystko, co jej się u Teckiego i w drodze zdarzyło.

Pan Marcin słuchał z pewnym niedowierzaniem.

— Gdyby stary Tecki umarł naprawdę, to syn jego już by zawiadomił telegrafem mnie lub Ofmana. Wiedzielibyśmy coś o tym. Musiałaś się przesłyszeć albo też była mowa o kim innym.