Wieczór już był, gdy powóz pocztowy przybył do miasta gubernialnego H. Przed stacją stało kilka dorożek. Helenka skinęła na jedną z nich i kazała się wieźć pod numer domu wskazany przez ojca; ale w bramie stróż powiedział jej, że pan adwokat L. wyprowadził się stąd od roku na ulicę Warszawską. Pojechała tam, ale dowiedziała się znowu, że adwokat L. mieszkał tam istotnie i bardzo był z mieszkania zadowolony, ale przed trzema miesiącami wyniósł się do innego miasta, gdzie został rejentem. Do przyjęcia tej wiadomości Helenka nie była przygotowana, spadła na nią jak grom. Tak liczyła na radę i pomoc tego adwokata i na gościnność w jego domu, bo ojciec prosił go o to w liście... Teraz zostawała w nieznanym mieście sama jedna, bez doradcy, bez przyjaciela, bez mieszkania i z nader szczupłymi funduszami. Wahała się przez chwilę, co począć z sobą, nareszcie wsiadła znowu do dorożki i kazała jechać do hotelu, gdzie zażądała najtańszego numeru i otrzymała małą ciupkę na trzecim piętrze. Szwajcar78 hotelowy i służba spoglądali podejrzliwym wzrokiem na podróżną, nie mającą żadnych pakunków, i zażądali z góry zapłaty za dwa dni, co też Helenka uczyniła. Znalazłszy się samą, poczuła taką potrzebę spoczynku, że zmówiwszy krótką, ale gorącą modlitwę, położyła się spać nie usiłując już myśleć o niczym.

Wyczerpana dwudniowymi wysileniami fizycznymi i wzruszeniami, zasnęła snem kamiennym i, choć łóżko hotelowe nie należało bynajmniej do wygodnych, obudziła się bardzo późno nazajutrz, bo była już godzina jedenasta. Przerażona i zmartwiona tym opóźnieniem kazała sobie podać herbaty i wypiwszy ją z pośpiechem, wyszła na miasto.

Nie wiedziała ona jeszcze, co pocznie ani jak sobie poradzi, ale miała niejasne przeczucie, że trzeba szukać wskazówek tam, gdzie się rozstrzygają wszystkie sprawy i spory, gdzie się wnoszą skargi i skąd padają wyroki — u źródła sprawiedliwości. Spytała o gmach sądowy i pokazano go jej: był to budynek duży, z oknami zakratowanymi u dołu, z wyobrażeniem w płaskorzeźbie na frontonie Temidy, trzymającej wagi.

Na chodniku przed gmachem było tłumno; stały tam osoby różnego wieku i płci z różnych sfer społecznych. Granatowe kapoty, krótkie surduty i chałaty ocierały się nawzajem o siebie; chałatów było najwięcej. Ludzie stali, chodzili i rozmawiali gromadkami lub po dwóch — a gdzie tylko odbywała się narada z kilku osób złożona, tam niezawodnie był i chałat i wiódł rej wymową i żywą gestykulacją. Ludzie rozprawiali głośno, grozili komuś i szeptali po cichu, oglądając się, czy kto nie słyszy, rozchodzili się i wracali znowu. Helenka przecisnęła się przez tłum i weszła do sieni, ale tam znalazła to samo, co przed gmachem: ścisk. Żelazne schody prowadziły na piętro. Różni ludzie szli na te schody z papierami w rękach i tekami pod pachą: jedni postępowali z wolna, jakby zmęczeni, inni szli żwawo, inni jeszcze przeskakiwali po kilka stopni na raz.

Helenka szła tam, gdzie wszyscy, a stanąwszy na piętrze, zdziwiła się, że znalazła to samo, co na dole: ludzi chodzących, siedzących, rozmawiających, a każdy wyglądał, jak gdyby na coś lub kogoś czekał. Schody przecinał długi, wąski korytarz, mający po obu stronach szeregi drzwi na podobieństwo cel zakonnych w klasztorach. Nad każdymi drzwiami była szyba ze szkła mlecznego, a na niej złoconymi literami wypisane nazwisko. Były to nazwiska notariuszów. Drzwi te raz po raz otwierały się i zamykały, wchodzili tam i wychodzili różni ludzie. Wiele osób spacerowało wzdłuż korytarza, rozmawiając.

Helenka zaczęła czytać z kolei nazwiska notariuszów. Przeszła wzdłuż cały korytarz i przeczytała wszystkie nazwiska, a skończywszy ten przegląd, zadała sobie pytanie, co ma czynić, w którą zwrócić się stronę, i błagała Boga, żeby ją natchnął jaką myślą szczęśliwą. W połowie mniej więcej korytarza było zagłębienie w rodzaju niszy, a w nim ławeczka; tam usiadła. Drzwi kancelarii znajdującej się obok były nie domknięte i słyszała od czasu do czasu głos donośny:

— Panie Józefie, czy pan już skończyłeś swój referat?

— Jeszcze nie, panie notariuszu.

— A pan, panie Antoni, przepisałeś swój akt?

— Zaraz będzie skończony, panie notariuszu.