— No to proszę, żeby oba były gotowe, gdy powrócę.

— Dobrze, proszę pana — odpowiedziały obydwa głosy.

Po chwili drzwi skrzypnęły i mężczyzna w paltocie wiosennym i cylindrze wyszedł z kancelarii, minął korytarz i skierował się ku schodom. Helenka odprowadziła go oczyma, a gdy zniknął, wstała, spojrzała na napis nade drzwiami i weszła do kancelarii.

— Czy zastałam pana notariusza I.? — spytała.

— Tylko co wyszedł — odpowiedział jeden z dependentów, wstając z krzesła — i pewnie nie wróci prędzej niż za godzinę.

— A więc... muszę przyjść kiedy indziej. Czy czasem nie wiadomo panom, który z notariuszów prowadzi interesy pana Teckiego z Komnat?

— Tecki... — powtórzył dependent, jakby czegoś szukając w pamięci — coś słyszałem, ale nie mogę sobie przypomnieć. Panie Antoni, może pan wiesz, kto interesy Teckiego prowadzi?

— Notariusz S. — odrzekł zapytany, nie podnosząc głowy od papierów.

— Trzecie drzwi na prawo — objaśnił uprzejmie pierwszy — trafi pani z łatwością.

— Dziękuję panom — odrzekła Helenka i wyszła.