— Może pani sobie życzy zaczekać — odezwał się uprzejmie młodszy dependent — ale on nieprędko wróci, dopiero za godzinę. W porze południowej tak zawsze bywa.
— Nic nie szkodzi, zaczekam. Nie śpieszy mi się.
Dependent w milczeniu podał jej krzesło i gazetę. Skinieniem głowy podziękowała za jedno i drugie, ale nie czytała gazety, chociaż trzymała ją w ręku. Bystrym spojrzeniem obrzuciła cały pokój, papiery na biurku i kilkanaście dużych grubych ksiąg ustawionych na jednej z półek, przybitych do ściany, grzbietami do pokoju. Na grzbietach tych były tytuły różnych własności, znanych jej z nazwiska. Obdarzona doskonałym wzrokiem, wyczytała na jednej, stojącej już w samym kącie: Dominium Komnaty. To był dowód, że jej dano dobrą wskazówkę. Serce dziewczęcia zabiło na ten widok.
„Teraz spokoju i zimnej krwi” — rzekła do siebie i spoza gazety badała twarze obu dependentów, jakby zgadnąć chciała, czego po którym spodziewać się może.
Jeden, szpakowaty już, siedział zatopiony w swej pracy, na nic nie zważając. Wybór jej padł na młodszego.
— Łaskawy panie — odezwała się prawie obojętnie — wiem, że pan notariusz S. prowadzi interesy pana Teckiego z Komnat, który mnie... obchodzi. Nie wiadomo panu czasem, czy człowiek ten zdoła się jeszcze wydobyć z przykrego położenia, w jakie popadł? Podobno Komnaty mają zostać wkrótce sprzedane z powodu zaległych rat Towarzystwa Kredytowego?
— Było z nim rzeczywiście krucho — odrzekł zapytany, kładąc pióro za ucho — ale w tych dniach umarł jego ojciec i wskutek tego spada na niego kilkanaście tysięcy rubli. Zapewne pospieszy z zapłaceniem Towarzystwa. Pogrzeb był właśnie wczoraj.
— Działy nieprędko pewnie będą? — pytała dalej.
— Dziś właśnie były. To bardzo krótka manipulacja; tytuł własności domu przepisany został w hipotece na siostrę Teckiego, której dwie inne siostry niezamężne zostawiły na czas dłuższy swoje sumy. Jeden tylko pan Tecki zażądał gotówki, a że obecna właścicielka domu nie mogła wszystkiego od razu wypłacić, więc połowa sumy musiała zostać na hipotece domu, zapisana na jego imię.
— Kiedyż on odbierze tę pierwszą połowę?