— Już ją dziś odebrał, tu, w tym miejscu... Pan notariusz akt pisał.

Słowa te tak silne na Helence robiły wrażenie, że musiała się ręką uchwycić stołu, żeby nie upaść. Cel, który zdawał się być od niej tak daleki, a z powodu wyjazdu znajomego adwokata oddalił się jeszcze bardziej, stawał się bliski. Ogarnęła ją radość szalona.

— O której godzinie? — spytała stłumionym głosem.

— O dziesiątej.

„Spóźniłam się o dwie godziny — rzekła do siebie — gdybym nie była zaspała, byłabym świadkiem tego aktu. Tecki nie mógłby się zaprzeć, że ma pieniądze, i musiałby zapłacić Ofmana. Ale nie ma jeszcze nic straconego. Pójdę go szukać. Tak, ale muszę mieć jakiś dokument, bo jeżeli mi zaprzeczy, to czym mu prawdę dowiodę!... — Chciałam się widzieć z panem notariuszem — rzekła po chwili do dependenta — ale widzę, że za długo by mi przyszło na to czekać. Czy pan nie mógłby mi zrobić kopii tego aktu, i to zaraz, na poczekaniu?

Dependent rzucił przelotne wejrzenie na jej skromne ubranie.

— Wybaczy pani — szepnął pochylając się nad papierem — ale pilne zajęcie... może by kolega.

Ale Helenka wiedziała już, że kolega nic nie zrobi. Wstała i zbliżyła się do stołu, przy którym siedział mówiący.

— Widzę to dobrze, że czas pański jest bardzo drogi — rzekła zniżonym głosem — toteż niech mi pan za złe nie weźmie, że chciałabym tę stratę, o ile to jest w mojej możności, wynagrodzić.

I położyła przed nim trzyrublowy papierek nie bez obawy, czy go tym nie obraziła, ale dependent ani myślał się obrazić. Wsunął pieniądze między papiery, mówiąc: