— Niech pani będzie łaskawa usiąść: wyciąg będzie gotowy za pół godziny. Powinien go robić sekretarz hipoteczny, ale daleko prędzej będzie, jeżeli ja napiszę, a on podpisze tylko. Pani sobie życzy, żeby to było zrobione formalnie?
— Jak najformalniej.
— Stempel będzie kosztował piętnaście kopiejek.
Helenka wydobyła z portmonetki żądaną kwotę, a dependent zdjął z półki dużą księgę, opatrzoną numerem hipotecznym na grzbiecie, i zaczął pisać. Wzięła znowu gazetę, ale litery skakały jej przed oczyma. Chociaż powtarzała sobie ciągle, że powinna zapanować nad swoim wzruszeniem, bo spokój jest niezbędny do roztropnego działania — wzruszenie brało górę nad spokojem.
Po pierwszym uniesieniu radości nastąpiło niespokojne pytanie, czy Tecki nie wyjechał jeszcze z H. i czy ona nie będzie musiała znowu jechać do niego na wieś. Może jest jeszcze, skoro ma tutaj rodzinę, ale kto wie, czy w tej właśnie chwili nie wyjeżdża... I chociaż pióro dependenta szybko biegało po papierze, czas oczekiwania wydawał się Helence wiekiem. Opanowała ją gorączka niecierpliwości.
Dependent skończył pisać i wstał.
— Idę z tym teraz do hipoteki — powiedział — sekretarzowi trzeba będzie za to zapłacić trzydzieści kopiejek.
Helenka wydobyła znowu portmonetkę, której objętość zmniejszała się coraz bardziej. Dependent wyszedł, a w kilka minut powrócił z papierem już podpisanym i podał go pannie Oreckiej. Podziękowała mu i, przebiegając papier oczyma, spytała od niechcenia:
— Nie wiadomo panu, czy pan Tecki wyjechał już z H.?
— Miał dziś odjechać, ale być może, że jest jeszcze w mieście. Najlepiej mogłaby się pani dowiedzieć u jego siostry, pani Łuckiej.