Słowa te oprzytomniły szlachcica.

— Jak się pani tu dostała? — mruknął.

— Weszłam razem z panem.

— Jeżeli pani przybywa w tym samym, co wówczas interesie, to się pani daremnie fatygowała — rzekł podrażniony tą napaścią. — Mówiłem już, że nie mam pieniędzy.

— Wówczas może pan mówił prawdę — odpowiedziała — ale odtąd rzeczy się zmieniły. Z dobrego źródła wiem, że pan w dniu wczorajszym otrzymał znaczną sumę pieniędzy.

Tecki aż podskoczył.

— To fałsz! Kto pani to powiedział? Skąd pani to możesz wiedzieć?

— Pozwoli pan, że usiądę — rzekła spokojnie Helenka, gdy Tecki machinalnie podsunął jej krzesło, mówiła dalej: — Pojmuje pan, że spotkanie z panem nie jest dla mnie bynajmniej przyjemne: nie narażałabym się przeto na tak wielką przykrość, gdybym nie miała czym poprzeć słów moich.

Wyjęła z kieszeni papier złożony we czworo i zaczęła czytać:

W dniu N. N. między panem Teckim, właścicielem dóbr Komnaty, a siostrą jego panią Łucką, zamieszkałą w mieście H., pod numerem XX, w obecności notariusza S. zawiązana została umowa następująca: