— A pani skąd masz ten papier? — zawołał Tecki blednąc z gniewu.

— Z sądu. Napisany jest zupełnie formalnie, patrz pan, na stemplu i z podpisem sekretarza hipotecznego. Dowiedziałam się, że ojciec pański umarł i pan masz po nim dziedziczyć, i przyjechałam tu umyślnie, żeby sprawdzić tę wiadomość. Wczoraj byłam w sądzie i oglądałam księgi hipoteczne, a zrobiwszy z nich wyciąg, szukałam pana tutaj z tym papierem, ale nie zastałam. Powiedziano mi, żeś pan wyjechał na polowanie. Wróciłam tu dzisiaj i nie zastałam pana znowu, ale czekałam cierpliwie na pański powrót z miasta, postanowiwszy sobie jechać do Komnat, gdyby mi się z panem widzieć tutaj nie udało.

— Szatan nie kobieta! — mruknął przez zęby. Fakt, że był śledzony i ścigany, rozgniewał go do najwyższego stopnia.

— Moja pani! — zawołał — dowiedz się, że Tecki nie pozwoli siebie wodzić za nos kobiecie. Źleś pani zrobiła szpiegując moje kroki i polując na mnie jak na lisa w norze! Byłbym zapłacił sam ten dług, żeby was oswobodzić, ale kiedy tak, to nie zapłacę. Będziecie za to dłużej czekali, mam inne, pilniejsze długi!

— Bardzo pan jesteś niedobrym człowiekiem, kiedy się chcesz mścić na ludziach za to, że się bronią od nieszczęścia, w jakie ich wtrącasz swoją niesumiennością. I robak podnosi głowę, kiedy go depczą, a pan chcesz, żeby człowiek dał się dobrowolnie wepchnąć w nędzę! O, panie Tecki — mówiła dalej, przechodząc nagle w ton prośby — pan tego nie możesz żądać... pan nie możesz chcieć, żeby przez pana cierpiał człowiek niewinny, człowiek dobry, którego jedyną winą było to, że nie umiał się oprzeć pańskim prośbom i ratował pana z kłopotów! Nie może być, abyś pan go chciał za to rozmyślnie zgubić... Nie, nie wierzę temu bo choćbyś pan był nawet bardzo złym człowiekiem, człowiekiem jesteś tylko, nie kamieniem, i masz ludzkie serce, które nie mogłoby znieść spokojnie takiej niesprawiedliwości... O! gdybyś pan widział mego ojca, jak się zmienił, schudł i postarzał, jakie głębokie ślady wyryła na nim ciągła troska o byt... gdybyś pan widział, jak ten biedny starzec musi sobie odmawiać najniezbędniejszych potrzeb, wzruszyłbyś się i oszczędził mu tej boleści, jaka go ma spotkać, i upokorzenia! Pan nie wiesz, ile moi rodzice wycierpieli przez pana... Ale przebaczą panu wszystko, wszystko, jeżeli ich pan wyratujesz... przebaczą i zapomną!

Tecki odwrócił się: wzruszony był, a nie chciał tego pokazać. Helenka przeczuła to raczej, niż zobaczyła; nadzieja ożyła na nowo w jej sercu. Pochwyciła go za rękę.

— Błagam pana, ulituj się, jeżeli nie nad moim ojcem, to nade mną. Ja nie mogę patrzeć na jego boleść... i pan pewnie masz dzieci, które pana kochają! Pomyśl pan, co by się działo w ich sercach, gdybyś pan tak cierpiał... Pan tylko chciałeś mnie zastraszyć, prawda, panie? O, powiedz pan, żeś mnie chciał zastraszyć...

Głos jej drżał powstrzymywanymi łzami. Patrzyła mu w oczy z wyrazem tak błagalnym, że nie mógł znieść jej wzroku. Spuścił głowę.

— Chcesz pani wiedzieć prawdę — odezwał się po chwili — nie mam już tych pieniędzy, które odebrałem wczoraj. Spóźniła się pani o cały dzień. Zapłaciłem Towarzystwo i jednego dłużnika, który na mnie w sądzie czekał i nie chciał odstąpić. Mogę panią o tym przekonać.

Wyjął z pugilaresu dwa kwity i pokazał jej. Gdy rzuciła na nie okiem, wszystka krew z twarzy jej uciekła. Zachwiała się, a spojrzenie, jakie na Teckiego rzuciła, miało wyraz tak rozdzierającej boleści, że poruszyło go do głębi. Oczy jej podobne były do oczu sarny, która otrzymała postrzał śmiertelny.