— Będzie z półtorej mili.
XXIX
Dobrze się bawiono we dworze pana Dońskiego. Przy kolacji rozmowa była bardzo ożywiona: anegdoty, myśliwskie opowiadania i dowcipy krzyżowały się ponad stołem, przerywane toastami. Czasem tylko jak ostry dysonans w tym chórze dawały się słyszeć narzekania na spadające ciągle ceny zboża, na brak gotówki i trudność w uzyskaniu kredytu. Goście składali się z samych mężczyzn różnego wieku; byli tam starzy i młodzi, a wszyscy amatorzy gry. Na pierwszym miejscu siedział pan sędzia Milewicz, człowiek zacny, rozumny, dobry obywatel i mający wielki mir u ludzi. Jeżeli gdzie były jakie spory, on je zawsze rozstrzygał; jeżeli chodziło o radę, on ją dawał; jeżeli o pomoc pieniężną, on jej nie skąpił. Jego nawet pan naczelnik Sokołow, pomiatający wszystkimi, cenił i poważał, chociaż sędzia Milewicz nie wahał się nigdy wypowiedzieć mu swego zdania, ilekroć uważał to za potrzebne. Kochano go, szanowano, bano się nawet trochę i chętnie przebywano z nim w towarzystwie, bo towarzyski był bardzo, a w preferansa grywał chętnie, w braku innej rozrywki. On to najwięcej wywoływał dysonansów przy stole swymi uwagami o położeniu kraju i potrzebie dokonania zupełnego przewrotu w gospodarstwie wiejskim.
Po kolacji panowie przeszli do salonu, gdzie były rozstawione stoliki, i na nowo do kart zasiedli, a zamiast gwarnej rozmowy słychać już tylko było lakoniczne, ale pełne dla grających znaczenia wyrazy:
— Pas.
— Ręka.
— Siedm bez atu.
Lokaj roznosił herbatę, gospodarz częstował cygarami; wszyscy palili i wkrótce zrobiło się prawie ciemno od dymu. Pan sędzia grywał tylko w preferansa i nie inaczej, jak po dziesięć punktów za grosz, ale przy innych stolikach grano w wista, diabełka i inne ryzykowniejsze gry. Do tych ostatnich należał gospodarz, ale karta mu nie szła i już był przegrany na sto rubli — ale posiadał dużo zimnej krwi i nie stracił przez to nic na humorze. Grał z niedbałością człowieka dobrze wychowanego i pana, choć panem nie był wcale.
— Doński znów przegrał — odezwał się radca — nie masz dziś szczęścia, Jacku; widzę, że wszyscy, jak tu jesteśmy, wejdziemy ci na hipotekę.
— O, nie! — odparł swobodnie gospodarz — nie dopuszczę do tego; długi honorowe płaci się natychmiast.