— Nie odpowiedziałaś mi, pani — szepnął.
— Panie Andrzeju — rzekła zatrzymując się — nie pytaj mnie pan o nic, ale chciej wierzyć, że czynię to tylko, co powinnam. Ja ufałam panu zawsze... zaufaj mi pan choć raz. Za brata pana uważać nie przestanę, jak również nie zapomnę nigdy, ile panu jestem winna. Pan rozbudziłeś moją duszę, pan wskazałeś mi prawdziwe cele życia, pan na koniec wpłynąłeś na to, że stałam się tym, czym jestem...
— I nie chcesz pani, żebym się dłużej cieszył widokiem mego dzieła, żebym dalej patrzył na rozwój pięknej duszy? O, panno Heleno, twój przyjaciel musi ci być bardzo obojętny, kiedy go tak zasmucasz!
Helenka milczała.
— Ale pani tego nie zrobisz, nie puścimy pani! Ja sam będę się temu opierał wszelkimi siłami.
Helenkę ogarnął przestrach.
— Jeżeli pan jesteś moim prawdziwym przyjacielem, jeżeli drogi jest panu mój spokój, nie będziesz się temu sprzeciwiał...
— Więc postanowienie pani jest nieodwołalne? — zapytał.
— Nieodwołalne — rzekła głucho.
— A zatem — przemówił po chwili milczenia — pozostaje mi tylko schylić głowę przed wolą pani i dopomóc do wykonania zamiaru, o ile to będzie w mej mocy. Czy pani nie zechce oprzeć się na moim ramieniu?