w sercu alternaty92.

A pfe, mościa panno, być taką!

Helenka posłyszała szelest za parkanem i niepokój, o którym była zapomniała na chwilę, ogarnął ją na nowo. Nie wiedziała, jak postąpić — bo jeżeli mu powie o swych obawach, to on zamiast stąd odejść, zostanie właśnie i narazi się na niebezpieczeństwo. Odpowiadała na jego słowa z roztargnieniem, nareszcie nie mogąc dłużej znieść tej męczarni, rzekła:

— Panie Andrzeju, ten człowiek, któregoś pan wypędził, ten robotnik, może tu przyjść jeszcze kiedy. Widziano go podobno we wsi... Zdaje mi się, że on ma złe zamiary względem pana. Otóż... chciałam pana o tym ostrzec i prosić... żeby pan na jakiś czas przynajmniej zaniechał swoich samotnych wycieczek i nie wychodził z domu bez broni. Czy dobrze?

Mówiąc to nie patrzyła na niego. Andrzej przystanął. Nadzieja, którą już utracił, ożyła w nim na nowo. Powziął postanowienie zatrzymania dziewczęcia bądź co bądź.

— Czyż życie moje ma jakąkolwiek dla pani wartość, że żądasz tego ode mnie? — zapytał z cicha.

— Ależ naturalnie — odparła z przymuszoną swobodą — czy pan nie jesteś moim przyjacielem, moim dobrym bratem?

— Nie! — zawołał ze zwykłą sobie gwałtowną szorstkością — nie jestem bratem pani i nie chcę nim być. Mam już trzy siostry i nie pragnę czwartej! Bądź pani towarzyszką mojego życia, bądź moją żoną albo mnie odepchnij! Jestem nieprzyjacielem półśrodków. Wszystko albo nic!

Ale ona go nie odepchnęła, choć, ująwszy jej ręce, gorąco je do ust przyciskał, tylko wyraz zdziwienia przemknął po jej bladej twarzy. Byłaż to rzeczywistość czy złudzenie?

Czyż podobna, żeby on ją kochał, on, który jej tego nigdy niczym nie dał poznać?