Podniosła ku niemu oczy.
— Ale ja jestem tylko „słabym, wątłym dzieckiem” — szepnęła — panu potrzeba innej towarzyszki... sam pan to powiedziałeś...
— Nie karz mnie, pani, za słowa nieopatrznie wypowiedziane i które odnosiły się do pani ówczesnej — mówił ze wzruszeniem — dzisiejsza, widzę to jasno, będzie mi towarzyszką, o jakiej zawsze marzyłem...
— Daj mi pan czas umocnić się w tym wszystkim, czegoście mnie nauczyli — odparła z uśmiechem. — Jeżeli mam być towarzyszką pańskiego życia, panie Andrzeju, to chcę być towarzyszką dzielną, abyś nie żałował nigdy kroku, który czynisz. Trzeba mi jeszcze zmężnieć duchem...
Obok nich przesunął się znowu Wojciech pchający przed sobą wózek i śpiewając:
Po wierzchu marmury,
a w sercu turtury,
a w sercu tur-tur-tur-tur-tur-tury.
Daj mi, pani, rączką,
daj, proszę, obrączkę,