Sędziwa kobieta stanęła zdumiona.

— Jak to, mój synu — przemówiła spoglądając kolejno na oboje — i tyż to, ty, pokochałeś tę... księżniczkę?

— Księżniczka dawno już zdjęła z głowy koronę i umie pracować jak prosta robotnica. Pokochaj ją, mateczko!

— Nie potrzebujesz mnie o to prosić, mój chłopcze. Dawno już ona zyskała moje serce... Chciałam wprawdzie dla ciebie innej żony, nie tak delikatnej, ale skoro ją pokochałeś, to szczęść wam Boże! Twoja księżniczka jest warta miłości. Helenko — dodała głosem, w którym czuć było wzruszenie — przebacz mi wszystkie ostre wyrazy, którymi cię nieraz zraniłam; czyniłam to tylko dla twego dobra, wierz mi... Uściskaj mnie, moja córko!

Wyciągnęła do niej ramiona i dwie kobiety, które z początku patrzyły na siebie tak niechętnie, złączyły się w długim, serdecznym uścisku.

Gdy wrócili do pokoju i Andrzej oświadczył siostrom, że będą miały bratową, nastąpiła ogólna radość. Jednocześnie prawie dało się słyszeć w sieni ciężkie, niepewne stąpanie, stuk kija, macanie rękami po ścianie i około klamki.

— Dziadek idzie — rzekła Wanda i pośpieszyła drzwi otworzyć.

— Czekam, czekam — mówił starzec wchodząc — i nikt mi nie przychodzi powiedzieć, czy już wróciło to dziecko. Zapomnieliście o starym! No, jakże, czy jeszcze ją głowa boli? Gdzie ona jest, ta mała?

— Już wyzdrowiała — odrzekła Wanda wesoło. — Zbliż się do dziadka, Helenko, żeby się mógł przekonać, żeś zdrowa i cała. Ale nasz Andrzej zachorował na serce, kochany dziadku: żeni się.

— Z nią? Wojciech to już dawno przepowiedział. Niech wam Bóg błogosławi, moje dzieci. Nie mówię: bądźcie szczęśliwi, bo szczęście wasze od was samych zależy, ale wam życzę, żebyście nie zapominali ani na chwilę, że jest dokoła was pełno takich, którzy cierpią... Żebyście zakładając rodzinę pamiętali, że ona jest tylko cząstką większej rodziny, której sprawy mają wam być droższe niż wasze własne — i abyście, kiedyś, jak ja, zstępowali w grób z wiarą w swoje ideały.