Młodzież słuchała tych słów ze czcią i wzruszeniem, a po jego odejściu spędziła jeszcze kilka godzin na rozmowie, której przedmiotem było układanie planów na przyszłość. Wszyscy byli ożywieni; jedna tylko Wanda, tak pogodna zawsze, zamyślała się częściej i wyglądała na bardzo znużoną.
— Czy ona nie chora? — spytała Helenka Andrzeja, zwróciwszy na to jego uwagę.
— Nie — rzekł potrząsając głową — tylko jutro przypada rocznica śmierci jej narzeczonego. My zapomnieliśmy o tym, ale ona pamięta...
Helence łzy w oczach stanęły. Dzień jej szczęścia był dniem bolesnych wspomnień dla Wandy. Wyrzucała sobie prawie, że się czuła szczęśliwą.
Gdy wszyscy powiedzieli sobie dobranoc i rozeszli się na spoczynek, Helenka, która już pacierz zmówiła i zaczęła się rozbierać, przypomniała sobie, że zostawiła w jadalnym pokoju swoje bratki, zapomniawszy je w wodę włożyć. Chcąc tam się jednak dostać, trzeba było przechodzić przez pokój Wandy. Zarzuciła na siebie okrycie i poszła do niej, wiedząc, że jeszcze nie śpi, bo nie miała zwyczaju kłaść się bardzo wcześnie; czytywała co dzień do późna. Przed drzwiami pokoju jednak Helenka zatrzymała się. Usłyszała gwałtowne łkanie, a wśród tych łkań wymawiane imię Jerzego z rozpaczą, namiętną tęsknotą.
— Ach — szepnęła — więc ta spokojna, pogodna zawsze kobieta cierpi jednak czasami jak prosta śmiertelniczka! Byłam pewna, że czas złagodził jej boleść, a ona nosi ciągle w sercu krwawiącą się ranę i żyje z nią, chodzi, pracuje... Jutro, choć to dzień jeszcze boleśniejszy dla niej, okaże wszystkim twarz spokojną i nikt nie domyśli się nawet, co się z nią działo w tej chwili. Jakaż olbrzymia siła mieszka w jej piersi!
Oddaliła się na palcach i wróciła do siebie, ale zaledwie otworzyła drzwi, ujrzała na ścianie odblask łuny. Spojrzała w okno i zobaczyła, że płomienie wydobywały się z dużego drewnianego budynku, w którym był skład nasion. Rozległy się okrzyki: Gore, gore! — i w jednej chwili cały dom zerwał się do ratowania, a po dziedzińcu ludzie zaczęli biegać w tę i ową stronę. Wkrótce znalazły się drabiny, sznury, sikawki, bo wieś była dobrze zaopatrzona pod tym względem, i strumienie wody trysnęły w górę, ale już było za późno. Płomienie, z początku wydobywające się pojedynczo spod dachu, zlały się w jedną wielką pochodnię, bo materiał złożony tam wysuszony był doskonale i palił się jak słoma. Nie było już nawet mowy o uratowaniu go. Cała energia ratujących pod przewodnictwem Andrzeja zwróciła się teraz na obronę sąsiednich budynków, żeby ognia do nich nie dopuścić. Cały tegoroczny zbiór nasion, przedstawiający wartość kilkunastu tysięcy rubli, spłonął ze szczętem. Była to znaczna klęska! Nikt nie spał tej nocy.
Pana Radlicza nie było na wsi, przyjechał dopiero nad ranem, gdy już ogień zupełnie ugaszony został. Dowiedziawszy się o wszystkim nie okazał ani zdziwienia, ani gniewu; potrząsnął tylko głową. Pokazano mu też paczkę zapałek i duży zwitek pakuł, znaleziony nie opodal miejsca pożaru; były to dowody, że pożar powstał z podpalenia, nie z przypadku. Kto się tego dopuścił, nietrudno było zgadnąć, bo byli tacy, co go widzieli wieczorem kręcącego się koło budynków, i tacy, co słyszeli, jak się odgrażał w karczmie, że puści z dymem Radliczów.
— Nie tyle mnie boli strata materialna, ile nędza moralna tego człowieka — rzekł posępnie pan Radlicz — ile niedola tych ciemnych, biednych mas... Światła brak, światła! Ale światła rozpalone w różnych punktach gasi jakby naumyślnie wiatr nieprzyjazny i zasypuje popiołem... Nie jest to jednak powód do opuszczenia rąk, przeciwnie, należy światła nieustannie rozpalać, chociażby ciągle gasnąć miały; nawet owe krótkie błyski między rozpalaniem a zgaśnięciem zdadzą się na coś. Do ciebie to mówię, Wandziu. Mam i ja dla was niewesołą nowinę. Dom Handlowy S...ling i Spółka, w którym mieliśmy ulokowane nasze kapitały, zbankrutował! Jesteśmy prawie zrujnowani!
Wiadomość ta sprawiła silne na wszystkich wrażenie: syn, milcząc, patrzył w ziemię; Andzia i Elżunia zalewały się łzami — jedna tylko Wanda wysłuchała nowiny tak spokojnie, jak gdyby jej nie dotyczyła wcale. Wzięła ze stołu słomiany kapelusz i wyszła.