— Więc w dni wolne pokoje nie bywają wcale sprzątane?

— Przeciwnie, ale sprzątanie odbywa się z rana, zanim nadejdzie czas pójścia na nabożeństwo. Jeżeli która z nas chce spać dłużej, sama potem sprząta.

„Znaczy to mniej więcej, że ja dziś muszę spełnić czynność pokojówki, ponieważ za długo spałam; ładna perspektywa” — myślała Helenka, marszcząc brwi lekko, i spytała z odcieniem ironii w głosie: — Więc żeby słudzy mogli wypocząć, państwo ich wyręczają w robocie?

— Niech to pani nie dziwi — odpowiedziała Elżunia, której się ten ton nie podobał — słudzy są także ludźmi i mają prawo do odpoczynku tak samo jak my. Po ciężkiej dwutygodniowej pracy należy im się ten dzień odpoczynku. I oni mają swoje stosunki rodzinne i towarzyskie, swoje radości i smutki, pragnienia i upodobania, które potrzebują też z kimś podzielić, a nie mogą sobie na to pozwolić żadnego innego dnia. Zresztą jest to jedyny dzień, w którym mogą używać najdroższego skarbu każdego człowieka — swobody. Odbierać im ją dla zadowolenia naszych kaprysów byłoby rzeczą nieludzką. Dzięki Bogu minęły już czasy, gdy sługa był uważany za bydlę pociągowe.

— U nas — odezwała się Helenka — służące nie miały nigdy dni wolnych, a mimo to służyły po kilka lat i chwaliły, że im dobrze.

— Ileż u państwa jest służby?

— Pięcioro: stangret, lokaj, kucharka, pokojówka i panna służąca — mówiła wyliczając nie bez pewnego przyjemnego uczucia długi szereg służby.

— Pięcioro sług do trzech osób! — zawołała zdumiona Elżunia — a toć oni próżnują od rana do wieczora, więc nie ma potrzeby oddzielnie jeszcze wolnych dni im wyznaczać. My się trzymamy innej metody pod tym względem. Nie chcemy, żeby nasze sługi miały czas próżnować, bo próżniactwo jest matką złych myśli i najuczciwszych ludzi na złą drogę wprowadza — trzymamy więc służby tyle tylko, ile koniecznie potrzeba, ale płacimy im podwójnie i jesteśmy podwójnie z siebie zadowoleni. Jeżeli której z nas zdarzy się kiedy własnoręcznie uprzątnąć swój pokoik, nie uważamy się bynajmniej za nieszczęśliwe. I tak codziennie ścielemy sobie łóżko, ścieramy kurze.

— Panie to same robicie? Ależ w takim razie od czego są słudzy?

— Od tego, żeby nam pomagali w pracy i odrabiali wszelką grubszą robotę, na którą żałujemy czasu, mogąc go w inny sposób lepiej spożytkować. Umiemy jednak po trosze i grubsze roboty. Andzia i ja, i od biedy potrafiłybyśmy być niezłymi służącymi.