— Biedna mama! — szepnęła i czytała dalej:

Niespokojna bardzo jestem o Ciebie, moje dziecko kochane, czy nie zanadto męczysz się pracą. Tyś taka delikatna! Boję się, żeby Ci to nie zaszkodziło. Napisz mi, czy dużo osób bywa u państwa Radliczów i czy byłaś też już na jakiej zabawie. Chciałabym wiedzieć, jakie porobiłaś znajomości, mianowicie, czy poznałaś już kogo z arystokracji. To jedno mnie tylko pociesza, że Twoja praca niedługo będzie trwała; że może tam w Warszawie pójdziesz lepiej za mąż niż tutaj. Ale zapomniałam ci donieść, że był u nas z wizytą Stefan Jerski i bardzo się dziwił, żeś wyjechała na karnawał do Warszawy, kiedy w okolicy szykuje się tyle pięknych i świetnych zabaw; żałował, że największa ozdoba tych zabaw zniknęła. Ściskam Cię po tysiąc razy, moje dziecko kochane.

Helenka długo stała nieruchoma z listem w ręku, a po twarzy przebiegały jej na przemian światła i cienie. Nareszcie schowała list do kieszeni, zgasiła świecę i wolnym krokiem zeszła na dół. W sieni spotkała Franciszka i spytała go o pana, powiedział, że pan jest w swoim gabinecie. Nie była tam jeszcze nigdy, ale wiedziała, że jest tuż przy kantorze. Zapukała z lekka.

— Kto tam? — zapytano.

— To ja — odpowiedziała nieśmiało — czy mogę wejść?

— Proszę.

— Przepraszam pana bardzo, że przychodzę o tej porze, ale chciałam pomówić z panem w pilnym i ważnym dla mnie interesie.

Pan Radlicz był zajęty pisaniem listów. Położył pióro i wskazując jej krzesło, rzekł z wolna:

— Zapewne pani namyśliłaś się i chcesz odjechać. Czy zgadłem?

— Przed godziną jeszcze miałam ten zamiar — rzekła z całą szczerością, choć lekki rumieniec zabarwił przy tym jej lica — ale teraz postanowiłam zostać...